Witam!

Dla tych, co są pierwszy raz na tym Blogu --> Link <-- do jednej z pierwszych stron (ponieważ wiadomości na stronie są pokazywane od "najświeższych" .. czyli od końca ;] ) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i znajdziecie tu rożne informacje o Japonii ;].

18 kwietnia, 2009

Yokohama dzień 2 – I gdzie ta „ładna” Yokohama ?


Obudził mnie dzwoniący telefon [odebrać? Pewnie to pomyłka, bo kto by do mnie dzwonił?] [tak, człowiek „świeżo” obudzony gada głupoty ;P]
- Moshi moshi [Halo] (super słodziutki głosik słyszę w słuchawce)
- halo [ledwo mówię, bo wszystko tak mnie boli i w ogóle niewyspany jestem, że nawet mówić mi się nie chce ;P]
- ???? (głosik sobie pogadał trochę, [pewnie ta zaplanowana pobudka] ale NIC nie zrozumiałem, nawet gdy po chwili głosik przestawił się na angielski)
- O.K [ niech Ci będzie, i tak Cię nie rozumiem] dziękuję!
- dziękuję, do widzenia!
Z cudem odłożyłem słuchawkę na miejsce, i dalej lecę w kime.

(znowu dzwoni telefon!)
- Konichiwa, eto ….. San-wa, e…. eto [z zakłopotaniem w głosie]…. Time up! (coś w tym stylu, nie bardzo pamiętam, bo ledwo co mnie obudziła;)
- wakarimasen! [nie rozumiem]
- Do you speak IngRisz ?
- Do you speak polish ?
- Gomenasai, wakarimasen ! (przepraszam nie rozumiem)
- To przykro mi bardzo, ale się nie dogadamy dzisiaj [mówię do niej po polsku] (tak wiem, jestem wredny ;P, ale tak mam często jak mnie ktoś obudzi, a ja w dodatku jestem dosłownie wyczerpany ;P )
- ??? <- dalej nie kontaktowałem do końca, pamiętam tylko ostatnie „daijobu(w porządku)
- jeśli wyglądasz tak słodko, jak brzmi Twój głosik, to z chęcią „dam dzioba”
- wakarimasen, sumimasen! (przepraszam, nie rozumiem) eto … Time up! (I coś jeszcze tłumaczy ..)
- Dobra schodzę! (cały czas po polsku) ale jak tego „dzioba” nie dostanę.. !
(jakoś udało mi się poukładać w głowię zdanie po angielsku) O.K już schodzę na dół xD

Nie! Nie dam rady ubrać tego plecaka! (ledwo go zaciągnąłem do windy)
W windzie była naklejona karteczka (wszystko zapisane krzaczkami ;/ jedyne co zrozumiałem to cyfry ;D 10:00 na 100% godzina i po kolejnej porcji krzaczków 450 [symbol jena] ale tu już nie wiem co i jak dokładnie)
- Konichiwa (widzę dwie recepcjonistki, tylko która jest właścicielką tego głosiku z słuchawki?)
- Konichiwa (pudło, podszedłem nie do tej co trzeba, ale chyba i tak z tą drugą bym sobie nie pogadał, bo Tamta na widok Gaijina od razu uciekła) [pewnie specjalnie „wystawiła” koleżankę, bo wie że się nie dogadamy ;P]
- Okurete moshiwake gozaimasen! {przepraszam za spóźnienie] (nasmarowałem na okładce w zeszycie żeby mieć zawsze „pod ręką”, po tym, jak zaspałem u Hiromi-san. Ale czy to jest poprawnie zapisane, tego już nie powiem xD )
Kobieta kładzie na blat karteczkę, taką co „czytałem” w windzie.
- za spóźnienie (30 min.) należy dopłacić 450 jenów, jest godzina 10:40 czyli 900 Y !
- 900 Y ? ale to tylko kilka minut po wpół do ! [a zresztą, i tak spałem za darmo]

Jak zwykle mega upał na dworzu, ja już na starcie nie mam siły, a znaleźć hotel wcale nie będzie łatwo (sądząc po wczorajszych przygodach)
Włóczyłem się po niezbyt ładnej okolicy, nie miałem pojęcia w jakim miejscu się znajduję, ale pytać ludzi o drogę też nie mam zamiaru (bo i po co, i tak nie wiem gdzie idę)
Znalazłem fajną miejscówkę (jedyne czyste miejsce jakie znalazłem w tej części miasta), żeby zrobić sobie śniadanie.

Na schodach mogłem się spokojnie „rozwalić” ze wszystkimi rzeczami, tak żeby nikomu nie przeszkadzać.
Widok dookoła nie zaliczał się do najładniejszych – z budynków odpadał tynk, na każdej ulicy było coś rozlane (w Nara widziałem jak „podlewali” ulice, a tu chyba podlewali wodą z nawozem ;) ) do tego wszystkie uliczki ciasne, kręte i wydają się nie mieć końca. [i gdzie jest ta „ładna” Yokohama?] (ta ze zdjęć w poprzednim wpisie, z tym zaokrąglonym budynkiem)
Jedzenie, które dał mi wczoraj Taiga okazało się być znowu Koreańskie [Fajnie! Jestem już ponad tydzień Japonii, a częściej jem Koreańskie jedzenie (mimo że to dopiero 2 raz) ]
Zostawiłem plecaki na dole, a sam się przesiadałem z „talerzem” co kilka minut, bo mrówki nie dawały mi spokoju [na szczęście schody były tak wielkie i szerokie, że miałem gdzie przed nimi uciekać ;) ]
Po chwili widzę, że ktoś się kręci przy moich plecakach (przed tymi mrówkami uciekłem naprawdę wysoko, że nie widziałem już dobrze co się dzieje na dole;) ]
Zszedłem na dół i widzę, kobieta przygląda się mapie, (którą zostawiłem rozłożoną na schodach)
- Dzień dobry, Twoje są te plecaki ?
- Tak ;)
- Potrzebujesz pomocy ? (dopiero po chwili się odezwała) bo widzę, szukasz czegoś na mapie (właściwie to mówiła coś o mapie, ale nie rozumiałem ;P )
- nie dziękuję, Ja zwiedzam Japonię (korzystanie z rozmówek idzie mi coraz lepiej ^^, bo coraz szybciej znajduję odpowiednie zdania ;) )
- Ale w tej części miasta nie ma nic ciekawego.
- [zdążyłem już to zauważyć ;P] Ale ja jestem „innym” turystą ;P chodzę tam, gdzie „zwykły” turysta by nie chodził ;)
- Może Cie gdzieś podrzucić ? (wskazała na męża, który właśnie wychodził ze sklepu i szedł do samochodu)
- Dziękuję bardzo, ale naprawdę nie trzeba. I tak nie wiem gdzie idę ;)
- No to powodzenia ;)
- dziękuję, bai bai ;]

W tej części miasta nie ma dosłownie nic ciekawego (jedyne co się rzuca w oczy, to sklepiki z owocami i warzywami, które są co kilkanaście metrów)
- Dzień dobry, czy mogę pół tego arbuza ? (oczywiście na migi)
- nie !
- To poproszę w takim razie „tego” (wybrałem najmniejsze pół jakie znalazłem)
A teraz może mi Pani przekroić ? (jak już kupiłem)
- Nie ! ( [baka]- „wtajemniczeni” anime maniacy wiedzą o co chodzi ;) )
[No dobra, kupie sobie jakiś nóż w sklepie, jakoś sobie poradzę z tym 5 kg arbuzem (chyba 5 kg)]

Znalazłem mapę miasta (tablicę informacyjną) , ale i tak nie wiele mi to mówi (nic nie pasowało z mapką w przewodniku) i żeby chwile odpocząć usiadłem pod samą mapą.
Jakaś dziewczyna pomogła mi z mapą, i powiedziała żebym trzymał się „tej” ulicy, a dojdę do centrum
Szedłem wzdłuż kanału (dosłownie nad którym była zbudowana ulica [idealnie wykorzystana wolna przestrzeń]


Co jakiś czas mijałem bezdomnych, którzy zrobili sobie niemal swoje miasto (pod mostem)
„Namioty” jeden obok drugiego [czasami z kartonów zbudowane mieszkania (i do dosłownie mieszkania, z drzwiami, oknami, przed wejściem wycieraczki, kwiatki w doniczkach) widziałem jak zamiatali przed „domem” i żaden z nich nie przypominał „naszych bezdomnych” - ten obrazek pokazał mi jak bardzo Japończycy różnią się od Polaków, i jak ważne dla nich jest życie w grupie, nawet bezdomni trzymali się razem i funkcjonują jako grupa (w sumie ciężko mi to opisać, bo widok przykry, aczkolwiek było w tym wszystkim coś niesamowitego) ale mniejsza o to]

Doszedłem do „Ishikawacho eki [dworzec Ishikawacho], nie było zbyt czysto, ale udało mi się znaleźć w miarę przyjemną ławeczkę obok fontanny [nie podoba mi się w tej całej Yokohamie ;/ może wybiorę się do Tokio? Ale z drugiej strony szkoda kasy na bilet. Może jutro jak się wyśpię, to pójdę „z buta” na mapie widać jakby było coś koło 30 KM., mam cały dzień, a może po drodze znajdę jakiś hotel ?] [plan wydawał mi się całkiem dobry, zwłaszcza z tym hotelem po drodze;) ]

- Amerika? [ próbował zagadać do mnie bezdomny, który pchał przed sobą wózek z różnymi gratami] [no ładnie, a ten czego chce? Czy ja wyglądam na bogatego turystę z Ameryki?]
- Nihongo ga hanasemasen, gomenasai [przykro mi, nie mówię po Japońsku], Eigo ga hanasemasen ga, ikutska no tango wakarimasu. [ nie mówię po Angielski, ale rozumiem pojedyncze słowa] (powiedziałem to wszystko udając, że czytam to z przewodnika, żeby bardziej realnie wyglądało ;P, myślałem, że się odczepi)

Dziadek usiadł na ławce obok, coś mówił, ale nie zwracałem na niego uwagi, dopiero jak wyciągnął telefon i zaczął do kogoś dzwonić. [bezdomny z telefonem? I to jeszcze jakim fajnym, z klapką ;D]
Z jego rozmowy usłyszałem i zrozumiałem, że pytał się kogoś gdzie jest, i sam podał miejsce w którym się znajduje [co, chce mnie okraść i dzwoni po kolegów, czy o co mu biega ?]
Podszedł do mnie i pytał się coś o Mangę, ale nie rozumiałem o co chodzi. [po chwili podniósł swój „dom”, który woził na wózku, i pokazywał mi jakieś mangi, anime i różne "cuda" na DVD]
- Nie dzięki, nie mam kasy na mangę.
Chwile jeszcze coś tam gadał (skubany, po angielsku mówił lepiej ode mnie) , i nagle mówi „Help me” (uniósł koszulkę do góry)
[Rany, jeszcze nigdy nie widziałem tak chudego gościa, Ja przy nim to chłop jak dąb ;P] (dziadek spodnie miał owiązane sznurkiem, i był naprawdę strasznie chudy)
- chciałbym Ci pomóc, ale sam nie mam kasy. (myślałem, że będzie próbował coś wyżebrać, ale nie, tylko mnie przeprosił i pożegnał się)
- chotto mate kudasai. [poczekaj chwile] A niech będzie, nie mogę patrzeć jak wyglądasz. (to mówiłem po polsku , żeby nie zrozumiał ;P )
Wysypałem wszystkie drobne jakie miałem (może 1000 – 1200 Y by się uzbierało, czyli ponad 20 ) Niech będzie, mi też (w japonii) pomogli nie raz, ale więcej nie mogę Ci dać.
- To weź jakąś mangę (i wybiera coś ze swojego skarbca)
- nie dzięki, sprzedasz komuś innemu
- „Purezento” położył na ławce, pokazując, że to dla mnie.
- Nie, dzięki. I tak mam ciężki plecak, nie potrzebuje kolejnych książek do dźwigania (coś w tym stylu ;P )

Kurczę, przecież w plecaku mam chyba 5 kilogramowego arbuza (jak nie więcej)
Ubrałem plecaki, i ruszyłem w poszukiwaniu dziadka xD [tylko dokąd mógł pójść?]
Pójdę wzdłuż mostu, pewnie po drodze go spotkam, jeśli nie to trudno.
Jest !
- Hej ! chotto mate. (stój / zaczekaj)
- nie mam więcej pieniędzy, ale masz (po oczach widziałem, że się ucieszył z tego arbuza i kilku kanapek, które miałem w plecaku) [może dam mu swój namiot? Bo nie chce mi się go dźwigać za bardzo ;/ ale w sumie może mi się przyda później?]
- to weź teraz jakąś mangę, czy DVD...
- nie naprawdę, nie chcę
Nie udało mi się go przekonać, że nie potrzebuję żadnego DVD i wcisnął mi 3 płytowe wydanie „Reggae on the River” (z oderwanym kodem kreskowym ;D)

.
W dodatku dziadek zrobił się bardziej rozgadany, opowiadał o sobie, że od 5 czy 6 lat jest bezdomnym, jeździł po różnych miastach, ale "Yokohama jest the Best" xD
[Mówił, że z własnej winy i głupoty stracił dom, i teraz już nie ma szans na normalne życie, ale pogodził się z tym i ponoć „w Yokohamie da się przeżyć” ;)]
- dokąd w ogóle idziesz ?
- Do Tokio
- Tokio? ee… Yokohama jest lepsza
[jasne „lepsza”, na razie NIC tu niema, oprócz stadionu, to nic ciekawego nie widziałem]
- To musisz się wrócić na Ishikawacho eki, pociągiem będzie najszybciej.
- Ale ja chcę iść do Tokio
- iść ? (może nie zrozumiał, albo ja coś namieszałem ;P, albo po prostu się zdziwił, że chce iść do Tokio na pieszo) coś próbował mi tłumaczyć …
- Dobra, nie ważne, powiedz mi tylko, w którą stronę do Tokio?
[nie wiedział (w którą stronę) jest Tokio ;/ ]

- Przepraszam (zatrzymał jakiegoś gościa) w którym kierunku ten Gaijin musi iść, żeby doszedł do Tokio? [szczena mi opadła, bo zatrzymany gościu, był ubrany w dobry garnitur, i było widać, że trochę się śpieszy. W dodatku przywitali się uściskiem dłoni !! – to już mnie totalnie zamurowało, bo rzadko kiedy widzę, żeby Japończycy tak się witali, to jeszcze elegancko ubrany gościu z brudnym bezdomnym (szok) ]
- To musi iść na dworzec ….. (cały czas zwracał się do bezdomnego ==’’ mimo, że stałem obok)
Dziadek musiał wszystko wytłumaczyć, bo gościu poprosił, żebym poszedł z nim.
Na do widzenia usłyszałem jeszcze raz, że Yokohama jest the best.

Elegancik pokazał mi na tory kolejowe
- Trzymaj się blisko torów i idź w tym kierunku. Powodzenia [i tyle go widziałem]

O, jest stadion, czyli idę w „Tym” kierunku! -patrząc na mapie w przewodniku- Tylko wygląda to wszystko inaczej niż wczoraj [nagle mnie oświeciło ;P, przecież to stadion baseballowy ==’’] [to gdzie ja wczoraj byłem, że nawet na mapie nie mam tamtego stadionu? Ładnie wczoraj błądziłem, ale najważniejsze, że w końcu wiem gdzie jestem i w jakim kierunku idę]
Chyba się sezon zaczyna, bo chyba wszystkie kluby się zebrały, kapitanowie drużyn trzymali tabliczki z nazwami klubu, i całą drużyną gęsiego wchodzili na stadion. (widok ciekawy, bardzo dużo ludzi przyszło to oglądać, ale nie nagrywałem tego, bo szkoda mi było baterii w kamerze ;/ a cały czas nie mam przejściówki do japońskich gniazdek ;/ )

Nie wierzę !! [przez przypadek (oglądając się za dziewczyną ;P ) dojrzałem to, czego szukałem tyle czasu !]
Niby wielkie budynki, ale z tej odległości ledwo co je widziałem.

fotki .......(będą później) na razie niech jest jedna, którą zrobił mi bezdomny xD

Gdy znalazłem się w pobliżu, nagrałem kilka filmików i postanowiłem, że poszukam jakiegoś hotelu, żeby lepiej zwiedzić okolicę. Bo z plecakiem ciężko gdziekolwiek wejść ;/
O dziwo bardzo szybko znalazłem hotel
- Kushitsu wa arimasuka? [czy są wolne pokoje?]
- Gomenasai, Eigo ga hanasemasen. {przepraszam, ale nie mówię po angielsku] (a czy ja po angielsku się zapytałem?)
- zenzen ? [w cale / w ogóle? ]
- Hai, gomenasai ! [o nie „laska” tak szybko się mnie nie pozbędziesz, już wczoraj się naszukałem hotelu, dzisiaj nie mam zamiaru]
- 1,3,4 (pokazałem w rozmówkach)

................................ (Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

- Hai, daijobu! 1 i 4 O.K ( 1 i 4 pokazała na palcach ;D ) eto….nr. 3. (napisała na kartce) 5 980 Y , O.K ?


- Daijobu. w porządku (od razu zapłaciłem)
- eto …. (widzę, że chce się o coś zapytać, ale Ne wie jak)
Dałem paszport, żeby mogła skserować (jak w każdym hotelu)
- O, Hai ! Arigato gozaimasu ! …. please wait (to chyba z kartki przeczytałaś, co? kobieto, nie stresuj się tak, przecież ja też nie mówię po angielsku, a jakoś się dogadaliśmy ;) )
Zamiast klucza dostałem kartę [pewnie zaraz znowu będzie zakłopotana, bo będzie musiała mi wytłumaczyć, że kartę muszę włożyć w specjalne urządzenie „w ścianie”, żeby mieś prąd i wodę ;D , hehe zgadłem (widzę u niej zakłopotanie, gdy podała mi kartę)]
- Daijobu ! (jakimś cudem wytłumaczyłem jej, że wiem o co chodzi )
- Arigato gozaimasu ^^ (wyglądała jakby kamień z serca jej spadł)

Spakowałem do plecaka aparat, kamerę i wszystkie rozmówi i wyleciałem.
[musze iść tak, żeby zapamiętać drogę!]
Wydawało mi się, że idę cały czas prosto, więc z powrotem nie będzie problemu.
Nakręciłem kilka filmików, poza tym nudy ( nie warto opisywać ;P wszystko widać na filmikach i na zdjęciach ;P)


Wracałem inną drogą, bo żeby dojść do mostu którym przyszedłem, musiałbym się sporo nabiegać (a szedłem mostem który był prawie równoległy do tamtego) [pewnie za mostem będzie przejście, i nie będzie problemów]
Jednak przejścia nie było, i po raz kolejny się zgubiłem (mogłem się wrócić, ale nie chciało mi się tyle iść)
Zrobiło się ciemno, i żadna uliczka nie wyglądała znajomo ;/ [Kurczę ! mogłem ze sobą zabrać paragon, przecież tam był adres napisany. Co za kretyn ze mnie!]
Ale na szczęście równie szybko jak popołudniu znalazłem hotel, nawet nie musiałem się nikogo pytać ;]
Dobra, pytanie teraz, czy warto robić jakieś zakupy (obok hotelu był sklep) w sumie, to mało dzisiaj zjadłem, ale chyba wytrzymam do jutro, skoro śniadanie jest wliczone w cenę trzeba to wykorzystać ;D, tak przynajmniej zaoszczędzę kilka jenów.
Tylko z tym jedzeniem hotelowym różnie bywa ;/ ale trudno, dam radę ;]

Kilka fotek miasta, nie wiem w jakim miejscu je umieścić, więc niech są luzem ;P


Resztę fotek dodam, jak zeskanuję, bo nie mam skanera w domu ;/, a kamerą się nie opłaca, bo wygląda to tak
:
.(kilka fotek, bo więcej się nie opłaca na razie dodawać, a jedyny kolega, który ma skaner wyjechał ;P)