Kurczę! albo ten futon z tatami tak działają, albo nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy nie obudziłem się sam z nieprzymuszonej woli o takiej godzinie, jak tak dalej pójdzie, to nie będę się musiał martwić o nastawienie budzika ;]
Poza tym zapach tatami jest bardzo przyjemny. Mógłbym tak leżeć godzinami, gdyby nie fakt, że przez okno zaczęły wpadać pierwsze promienie słońca. Pogoda zapowiada się wyśmienicie, tylko przez zakurzone okna niewiele widać.
Gorąca kąpiel przed śniadaniem (może coś pomoże, w końcu w japońskich łaźniach są wanny z bardzo gorącą wodą. Japończycy siedzą w niej dla relaksu ... może właśnie to pomaga im przetrwać te upały?)
Dzisiaj wychodzę bez śniadania, bo wykupiłem tylko dwa noclegi [może źle zrobiłem? w końcu 800Y to nie jest aż tak dużo, a lepiej zjeść porządne śniadanie i ewentualnie później głodować, niż latać głodnym i kombinować, żeby coś tanio zjeść -co i tak nie starcza na długo-]
No trudno, jakoś będzie trzeba sobie poradzić, nie będę sobie na razie zawracał tym głowy.
- Kamera naładowana, aparat jest! cel wycieczki z grubsza obrany (świątynia Kiyomizu, o której wczoraj opowiadali Włosi) no, ale nie będę tego miejsca szukał na siłę... Chwila, gdzie kasę położyłem?
w kieszeniach nie ma, portfel pusty, nie no bez jaj... (zgubiłem 10.000 jenów!! ?) przecież to prawie dwa razu tyle, co mój dzienny budżet z noclegiem, żarciem itp...
Szzzz KURrrrrrrrrrrr ....3 ... 6... 7.. 8 ... 9, 10, 11, 12 ... 20. Kurwa mać!
Dobra, nie będę się denerwował z samego rana, na razie muszę sobie wkręcić, że po rozłożeniu tego na ilość dni jakie mi zostały, to w cale nie tak wiele ... a 'wkurwię' się dopiero wieczorem.
Najwyżej dwa razy będę spał pod mostem i tyle ;) albo jutro na śniadaniu sobie odbiję.
Coś mało ludzi dzisiaj na ulicy, jakieś święto dzisiaj? a może szykuje się jakiś festiwal?
-o! będę musiał sprawdzić w przewodniku czy nie ma żadnego festiwalu na dniach. Już tyle czasu tu siedzę, a jeszcze nie widziałem żadnego festiwalu. Mam nadzieję, że nie zapomnę o tym jak wrócę do hotelu. Swoją drogą, to coś marnie planuję te swoje wakacje ;/
Włóczę się już od ponad 3-4 godzin, zrobiłem sobie krótką przerwę na mrożoną herbatkę (uzależniłem się od brzoskwiniowej herbaty. Litrowy kartonik wciągam na raz, dlatego zawszę zaopatruję się w 2 litry ;D No, ale przy takich temperaturach nie idzie inaczej wytrzymać)
Znalazłem jakiś plac zabaw, gdzie mogłem sobie usiąść na jednej z czterech!! ławek.
Delektując się rozpoczętym drugim litrem herbaty.. Hmmm, Biedne są te japońskie dzieci. to dopiero trzeci plac zabawa jaki widzę w tym kraju (jeden widziałem na trasie Yokohama-Tokio, drugi już w samym Tokio) Właściwie TO coś ciężko placem zabaw nazwać. Cztery huśtawki, marna ślizgawka, piaskownica bez piasku ... i te CZTERY!! ławki. W życiu nie chciałbym spędzić tu swojego dzieciństwa. Nie ma warunków na latanie ze znajomymi, jak to w Polsce się latało... Nie wyobrażam sobie zabawy 'w chowanego" w takim Kyoto, gdzie czasami nie ma miejsca nawet na chodnik, a co dopiero na jakieś kryjówki. Ech ... Jednak życie w Polsce ma swoje uroki, chociaż nie przypuszczałem ,że kiedyś pomyślę w taki sposób (dodam, że nie lubię naszego kraju ;P )
Ale wielkie Tori! - dobrze, że z ciekawości podszedłem. okazało się, że jest to brama do świątyni Heian...

W środku sceneria przypominała anime "Dragon Ball". Nie wiem czemu, ale przypominało to miejsce, gdzie odbywały się turnieje sztuki walki 'Tenkaichi budokai'.
Może to przez nadmiar koloru czerwonego? A może to przez dachy budynków, które wyglądały jak małe pagody? W każdym bądź razie wszystko wyglądało przepięknie.
Przez chwile miałem wrażenie, że to nie mogą być drewniane konstrukcje, a tylko tymczasowo postawione plastikowe makiety, do których podbiegnie kilku chłopa, złapią za każdy kąt i przeniosą w inne miejsce.
Nie żałowałem baterii w kamerze, nakręciłem kilka filmików ( filmiki pokażą się innym razem, bo jeszcze nie połapałem się z odzyskanymi danymi. Mam nadzieję że te filmiki odzyskałem. Bo szczerze mówiąc nie miałem czasu sprawdzić dokładnie czy wszystko się odzyskało po utracie danych ;/)
Sporo baterii zjadały mi zdjęcia z ustawionym samowyzwalaczem. Jedno zdjęcie bardzo mi się podoba (jest jednym z moich ulubionych dlatego też je zamieszczę na blogu. Dodam tylko, że spory zoom był ustawiony, i źle wyliczyłem odległość ;D później "musiałem" poprawić fotę)
Nie wierzę, że udało się ułożyć zdjęcia tak ładnie. Aż boję się zmienić kolejność, bo wszystko się rozsypie. Te nowe funkcje blogera są okropne ;/

Wejście do (świątyni? - bo tak nie do końca wygląda to na świątynię. Ale mniejsza o to) o dziwo jest bezpłatne.
Ale do wejście do 'parku' już było płatne. Niestety nie pamiętam ile kosztowało, na pewno mniej niż 800Y. Skusiłem się, bo patrząc na zdjęcie umieszczone przed wejściem było widać, że będzie na co popatrzeć.
Na razie wersja testowa. Tylko połowa wpisu, żeby zobaczyć czy rozmieszczenie zdjęć jest ok. Bo w wersji roboczej wszystko pasuje, ale na stronie bloga coś nie chce działać...











