Witam!

Dla tych, co są pierwszy raz na tym Blogu --> Link <-- do jednej z pierwszych stron (ponieważ wiadomości na stronie są pokazywane od "najświeższych" .. czyli od końca ;] ) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i znajdziecie tu rożne informacje o Japonii ;].

13 lipca, 2012

26.07.2008. "Magnes na ludzi"


Miałem obmyślić plan mojej dalszej podróży, ale chyba nie wyszło mi to najlepiej. Poza spakowaniem się, to  raczej nic w tym kierunku nie zrobiłem. Nawet nie pomyślałem o tym, żeby ten ostatni dzień był ze śniadaniem. W końcu będę jechał do innego miasta, a kto wie jakie tam ceny będą? Pewnie nie będą takie jak w Tokyo, ale czy znajdę coś poniżej tych moich ustalonych 5400Y? Tego nie da się przewidzieć. Dzień zapowiada się okropnie gorący, więc przygotowałem sobie koszulki na zmianę, żeby później nie wyjmować wszystkiego 'na ulicy'.
Schodzę na dół i żegnam się z przemiłymi paniami, które -o dziwo!- strasznie mnie polubiły.(Szkoda, że mój japoński nie jest na tyle dobry, żeby swobodnie porozmawiać. Ale i tak sam się sobie dziwię, że uczę się tak szybko. Przecież nigdy nie miałem głowy do języków obcych!) 
Wśród wszystkich dziewczyn, które się zemną żegnały brakowało tej "najważniejszej" - Sakamae. (może dzisiaj ma wolne? Szkoda, bo bardzo zależało mi na tym aby się z nią pożegnać)
Jednak mile mnie zaskoczyła, bo jako jedyna nie przybiegła do mnie (pod schody) tylko stała "przy ladzie" i patrzyła tak, jakby od razu wiedziała, że sam do niej przyjdę.
Chwilę pogadaliśmy, nawet udało mi się z nią umówić na taki układ, że jak przyjadę tu za kilka lat, to że nadal będzie tu pracować xD
Mimo wszystko zaskoczyła mnie żegnając się ze mną, bo spodziewałem się tradycyjnego Sayounara [Nie mam pojęcia czemu w tym słowie jest to "u" - niby akcentowe. Na necie poprawia mi pisownię na "Sayonara" - ale w każdych moich rozmówkach było z tym "u" więc i ja tak napiszę] 
- "Daj Dzioba" Piter-san (uśmiechnęła się tak, że aż zabłyszczał aparat na ślicznych -jak na Japonkę- zębach)
- Co!? (No chyba Cię zaraz schowam do plecaka i zabiorę z sobą do Polski!) Chyba chodzi Ci o 'Daijobu'?  Droczę się z nią.
- Nie, nie -poprawia mnie- "daj dzio-BA" (papugowała moje zachowanie z pierwszego dnia w Kyoto)
- mówisz?
Na pożegnalnego "dzioba" jednak nie dała się namówić, bo za dużo koleżanek było dookoła i "nie mogła"  (jednak była w pracy... a jakoś nie wpadłem na to, żeby zostać dłużej w tym mieście i zwyczajnie się z nią umówić ;/ [cóż, głupi byłem]
Skorzystam tylko z komputera i wychodzę, ok?
Póki mam dostęp do internetu, to dam znać rodzinie, ze jeszcze żyję. Ba! mam się BARDZO dobrze ;)
Bye bye, Samurai - żegnały mnie wszystkie panie w drzwiach ;) (czemu Samurai? ... napisze to we wcześniejszych -niedokończonych- postach )


No dobra, co teraz. Może wybiorę się do Kobie, gdzie mieszkają państwo Furokatta? (Ci, których poznałem pierwszego dnia w Nara)  Kobe nie jest daleko, więc bilet na pociąg nie będzie taki drogi, myślę, ze w 500 jenach się zmieszczę. Ale o podróży pomyślę około 19:00-20:00. Na razie połażę jeszcze trochę po mieście, może znajdę jakiś tani hotel lub hostel? Chciałbym jeszcze kilka dni tu spędzić, może znowu bym trafił w to miejsce "tylko dla kobiet" i udałoby mi się coś zobaczyć? (tego jeszcze nie opisywałem, ale wrócę do tego wpisu niebawem, na razie nie mm głowy do zaległych wpisów, bo musiałbym czytać swojego bloga- co mnie przeraża, bo nie lubię czytać tego co napisałem!! Ale wiem, ze to "miejsce tylko dla kobiet" może wzbudzić ciekawość co niektórych ;D).

Jest około 11:00 i już jest piekielnie gorąco! ponad 45 stopni!! 
-  O nie! - nie minęła nawet godzina mojego spaceru, kiedy zorientowałem się, że zapomniałem siatki która położyłem przy monitorze (w siatce miałem tą kaligrafię z moim imieniem i nazwiskiem i kilka innych rzeczy)
Dla pewności sprawdzam  plecaku -nic... w drugim też nie ma ;/
Niby ufam Japończykom, ale dla pewności lepiej się pośpieszyć, bo szkoda by było takiej pamiątki.
Wielki podziw wzbudzał gaijin biegnący po Kyoto z dwoma "garbami", a do tego śpiewający w głos "Do kawalerii wstąpić chciałem, długo kochanie swoje prosić musiałem ..."
Jeszcze kilka tygodni temu obawiałem się, że nie dam rady chodzić z tym plecakiem, a tu patrz, nawet biegam! Gdy zatrzymałem się na krótki odpoczynek, podjechał do mnie na rowerze dziadek -którego mijałem kilkanaście metrów wcześniej- i wyjął z siaki butelkę wody, podając mi ją mówił w kółko"Sugoi ....coś tam, coś tam ... Sugoi!"  
(Sugoi - znaczy tyle co niesamowity, wspaniały ... i tyczy się wszystkiego! Ludzi, roślin, różnych wydarzeń. Każdego dnia to słowo słyszy się kilkanaście razy. Ale mimo wszystko na pewno na dziadku na rowerze zrobił wrażenie gaijin, który go wyprzedza :D) 
- Gdzie tak biegniesz? (śmiał się - i podszedł do automatu z napojami) ... Po chwili dał mi dwie puszki coli.
nie chciałem, ale nalegał.
Rozmawialiśmy chwile idąc w kierunku hotelu (co chwile powtarzał te swoje "sugoi") Lecz po kilku minutach pojechał w swoją stronę, majachąc do mnie krzyknął Gambatte (powodzenia)
Dziwny kraj, ale miło się człowiekowi robi, kiedy dookoła wszyscy sa tacy uprzejmi ;)

- Co się stało? - słyszę dobrze znany mi głos, gdy tylko przekroczyłem progi hotelu.
- Tęskniłem za Tobą ;)
- Gdybyś nie zapomniał siatki, to pewnie byś tu nie przyszedł, co?
- Masz moje rzeczy?
- Mam, ale nie dam (cieszyła się przy tym jak dziecko)
- ale w ogóle nie dasz, czy może znajdzie się jakiś sposób?
Sposób się znalazł, rzeczy odzyskałem ;D
- tylko martwi mnie jedna rzecz, chciałbym się chociaż wykąpać przed wyjściem, bo strasznie się spociłem biegnąc tu w takim upale i z takim bagażem na sobie. Na pewno nie znajdzie się żaden pokój na jeszcze jeden dzień?
Dziewczyna podzwoniła gdzie mogła, ale niestety pokoju nie udało się załatwić. Ale za to mogłem skorzystać z łazienki dla personelu ;D
Wyszedłem do sklepu po drugiej stronie ulicy. Chciałem coś kupić w ramach podziękowania, ale nie wiedziałem za bardzo co. W Polsce nie byłoby takiego problemu, bo są bombonierki, kawy, jakieś czekolady w ładnym opakowaniu itp... a tu!? Nie dość, że te słodycze są paskudne, to jeszcze często nie mam pojęcia co jest na tych sklepowych półkach. Wszystko pakowane w kartony, na rysunku coś jest, ale nie wiadomo czy do toś do jedzenia, czy może nie... A jeśli tak, to czy to coś jest słodkie, czy w ogóle nadaje się na 'prezent', cholera wie ;/ Tym bardziej, że Japończycy lubią jakieś dziwne rzeczy, jak 'drożdżówki' z pastą z czerwonej fasoli xD Niby jest tu duży wybór -jak się dobrze poszuka- to można znaleźć Pepsi o kilku smakach, albo kilkanaście rodzajów Kit-kata (co można kiedyś było zobaczyć na demotach) .. Ale z MOJEGO doświadczenia mogę powiedzieć, że ogólnie w sklepach jest mały wybór. (mówię tu o małych sklepach sieci typu 7eleven,  Lawson, FamilyMart)
Pomyślałem o kwiatach, ale przypomniało mi się jak kolega opowiadał, że w Japonii z tym to kiepski pomysł. ( Wyczytał gdzieś, jak ktoś kupował kwiaty dla dziewczyny, a okazało się, że ten kwiatek to taki 'grobowy' czy coś w tym stylu. W każdym bądź razie okazał się WIELKIM nietaktem i niewypałem.) Więc nie chciałem popełnić takiej gafy - co już nie raz w Japonii odwaliłem jakąś akcję (chociażby wyjście na śniadanie w samej Yukacie xD ) 
Chyba nic sensownego - i nie za drogiego- nie wymyślę, więc wziąłem coś, co tylko ładnie wyglądało i wróciłem do hotelu. Sakamae zamieniła się z koleżanką (tamta stanęła za 'ladą') a sama mogła usiąść ze mną przy stoliku.
- U nas w hotelu są już zarezerwowane pokoje na kilka tygodni do przodu, Ale mam dla Ciebie adres innego naszego hotelu jakbyś chciał. Wolne pokoje będą dopiero za kilka dni, więc podejdź tam i się dowiesz wszystkiego. (Kochana dziewczyna!)
<-- Hotel "Kyoto Station"

Idę według wskazówek Sakamae. Niby nic skomplikowanego, bo tylko dojść do skrzyżowania i skręcić w lewo i później szukać hotelu po prawej stronie ulicy.
Nie ma! może to nie o to skrzyżowanie  chodziło? Bo często na takich mapkach te mniejsze uliczki nie są uwzględniane... No dobra, to wrócę do głównej ulicy i pójdę do głównego skrzyżowania ... Też nic!
Może pomyliła kierunki? Sporo dziewczyn mili lewą stronę z prawą.
- co, nie trafiłeś? - śmieje się Sakamae.
- no nie trafiłem.
Dziewczyna wyszła ze mną przed hotel. Widzisz to skrzyżowanie? To nie to tylko następne, ze światłami.
- No to tak szedłem...chyba? Dobra, idę jeszcze raz.
Doszedłem do świateł, skręciłem w lewo. Szedłem kilka minut (a miało być blisko) I doszedłem do jakiegoś mostu. To już chyba za daleko trafiłem, wrócę tą samą drogą i rozejrzę się jeszcze raz.
Zaczepił mnie jakiś dziadek i zapytał się czy nie potrzebuję pomocy.
- Nie dziękuję
- Może jednak? -  Miałem wrażenie, że bardziej niż chęć pomocy, chodzi mu o pochwalenie się  swoim [bardziej niż mój kaleczony] j.angielskim. Na szczęście mój japoński jest już na tyle zrozumiały przez tubylców, że jakoś wytłumaczyłem o co mi chodzi.
Błądziliśmy jakieś 20 min, po czym dziadek przeprosił mnie (kłaniając się w pas - Dosłownie!) i przyznał się, że jednak nie wie gdzie mamy iść. (przynajmniej ten miał odwagę się przyznać do tego - bo z tego co pamiętam, a nie wiem czy opisywałem... w Tokio miałem podobną sytuację, ale tamten facet kazał mi zaczekać, bo niby szedł coś sprawdzić i wcięło go. A ja czekałem 30 min!)

                         (tu są zdjęcia ulotki, które dostanę później ;D Ale chciałem pokazać mapkę)

Może faktycznie pomyliła kierunki? Wróciłem pod hotel i tym razem skręciłem w prawo. po chwili widzę hotel (miałem rację!) Jednak gdy podszedłem bliżej, okazało się, że jednak nie miałem racji.
Co prawda hotel był, ale nie sieci "Kyoto Station" tylko jakiś inny - z zewnątrz już wyglądał na taki, który będzie sporo kosztował.                                
No nic, nie mam już siły. Chyba te biegi mnie wykończyły, a w ramiona już plecaki mi się wpijają.
- Dzień dobry - ukłonił się recepcjonista (ze spojrzeniem, jakby wiedział że przyszedł biedny gaijin, który za chwile ucieknie jak tylko usłyszy cenę za nocleg)
- Czy są wolne pokoje? po ile jest nocleg?
- Tak, są. Doba hotelowa kosztuje 8.000Y
- co, ile!? A chociaż śniadanie jest wliczone w cenę?
- Śniadanie można zamówić z barze hotelowym (pokazał obok na bar, w którym ceny były również kosmiczne jak za sam nocleg!)
- Niech będzie -bo nie mam siły szukać czegoś innego- Poproszę pokój jednoosobowy, dla niepalących, z klimatyzacją i widokiem na morze!
- co!? (zakręcił z niesmakiem swoim króciutkim wąsikiem) -widocznie nie ma poczucia humoru, mi tam tekst się podobał-
Dostałem kluczyk (tłumaczył mi, że światło będę miał dopiero gdy wrzucę kluczyk do otwory przy włączniku światła... tak jak jest to we wszystkich hotelach. Bo pewnie 'głupi' gaijin nie zna się na niczym, a jeszcze nie daj Boże zgubi klucz?)
Pokój bez rewelacji jak za tą cenę. Mały, ciemny, prosty. Na szczęście były herbaty (co już na początku wycieczki postanowiłem, ze będę kolekcjonował - a nie było za wiele okazji do wzbogacenia kolekcji)


Postanowiłem sobie, ze wyjdę z hotelu o 16:00 -dając sobie około 40 min na odpoczynek-
Skoro jestem w Kyoto ostatni dzień, to może się przejdę wzdłuż torów, a nie tak jak zawsze nad Kyoto river i "gildie".
Ta część miasta była zdecydowanie brzydsza, wszystko wyglądało tak samo. Nawet mógłbym się pokusić o to żeby powiedzieć, że było brudno! Może nie jest tak strasznie jak w Ikebukuro, ale na pewno nie jest to część miasta warta zwiedzania.
Już wracałem (na szczęście inną drogą) gdy zobaczyłem mały sklepik z gitarami...
Jako miłośnik tego instrumentu, grzechem byłoby nie wejść do tego sklepu! Akurat ktoś  testował jakąś gitarkę, więc mogłem sobie posłuchać kilka naprawdę dobrych solówek. Sam sklep -chodź nie za duży- to i tak wybór gitar miał o 80% większy niż we wszystkich sklepach w Gdańsku.
- Dzień dobry, pomóc w czymś? Odezwał się chłopak. Widocznie tylko stroił gitarę, lub zabijał sobie czas w pracy ;)
- Nie dziękuję, tak tylko patrzę. Lubię dźwięk gitary, ale sam grać nie potrafię. I tak z ciekawości chciałem zobaczyć po ile jest najtańsze wiosło.
- Ta elektryczna jest za 3200Y - był to Stratocaster, taki sam jakiego używa mój ulubiony gitarzysta John Frusciante z Red Hot Chili Peppers.
- O, to naprawdę tanio! Może jednak bym się skusił na zakup jakieś!? Tylko ta gitarka trochę za ciężka! (mozolne mi szło wytłumaczenia mu w jaki sposób podróżuję, że łażenie z plecakami czasami jest ciężkie, a co dopiero z gitarą... i to z ciężkim elektrykiem) W dodatku szkoda by było zostawić taką gitarę na lotniku ostatniego dnia (bo za nadbagaż nie chcę płacić! podobno majątek to kosztuje!!)
- Ale po co zostawić!? Cały czas mnie nie rozumiał.
Mniejsza o to, jakie są ceny klasycznych/akustycznych gitar?
- Ta jest dobra, jeśli chodzi o tańsze gitary. Kosztuje 11.000Y
- A nie ma czegoś gorszego i tańszego? Ja i tak grać nie potrafię, a mimo wszystko nie wiem czy udałoby mi się ją przywieźć do Polski. Więc jakbym musiał ją zostawić na lotnisku, to szkoda mi kasy na taką dobrą gitarę.
- Ale nie wiem czemu miałbyś ją zostawić? -uparcie draży temat, ale po kilku minutach chyba zrozumiał, bo już się więcej nie pytał o to.
- A ta klasyczna za 3700?
- ta jest kiepska, naprawdę! już "Ta" jest lepsza - znowu pokazał jakąś za 9000Y
- Mogę kalkulator pożyczyć? - zapytałem po chwili.
 - co?
- kalkulator. -pokazałem palcem-
- nie rozumiem... (o matko! jak jest kalkulator po japońsku? szkoda, że rozmówek nie mam przy sobie)
Widzę, że chłopak dalej jest zdezorientowany, więc sam wszedłem za ladę i sobie wziąłem. (chyba trochę za pewnie się tu czuję, nie wiem co mnie pokusiło, żeby wchodzić za ladę? Sprzedawca wyglądał na mocno zszokowanego i nieco wystraszonego.)
- który dzisiaj jest, dwudziesty szósty?
Policzyłem ile zostało mi dni do wyjazdu, ile mam kasy (odjąłem kilka jenów, żeby suma wyszła nieco mniejsza, bo ciężko przewidzieć ile będą kosztować następne noclegi + 3000Y na bilet na lotnisko.)
Z tych obliczeń wyszło coś około 4500-4800 jenów.
- widzisz. tyle mogę dać maksymalnie.
-  Ale tamta klasyczna na prawdę jest kiepska! A zobacz tą .... Używana, ale gra całkiem dobrze, sprzedam ją za 7600.
- Ale na prawdę nie mogę. I tak żeby kupić gitarę, to będę musiał jedną noc spać pod mostem! (Trochę się zdziwił i myślał, że żartuję)
- Dobra, 5400 i jest Twoja!
- Dziękuję, ale nie stać mnie. Na pewno jest lepsza od tamtej, ale po prostu nie mam kasy.
- Zobaczysz, będziesz zadowolony. Tamtej klasycznej nie polecam.
- Niech Ci będzie, ale jak tylko coś będzie nie tak, to zobaczysz, wrócę tu ...
Nastroił mi gitarę, po czym kazał coś zagrać dla sprawdzenia instrumentu.
- mówiłem już, że nie potrafię dobrze grać xD Ale o.k - zagram.
Próbowałem zagrać "Moon on the water" - z anime "Beck" ..
Na początku nic sobie nie mogłem przypomnieć; żadnego akordu, chwytu, bicia - niczego!
Brzdąkanie wyglądało tak, jakbym w ogóle pierwszy raz trzymał gitarę w ręku.
W oczach sprzedawcy było widać słowa "Czy ty w ogóle kiedyś grałeś, czy aby na pewno chcesz kupić gitarę, którą prawdopodobnie zostawisz na lotnisku...?"
Lecz po chwili coś zacząłem sobie przypominać. Pograłem 10 min i mogłem już w marę "normalnie" zagrać to, czego uczyłem się przed wyjazdem.
[Filmik został nagrany około 3-4 miesięcy po powrocie, więc mój poziom grania był mniej więcej taki.... Teraz niestety wiele się nie poprawił]

Ku mojemu zdziwieniu sprzedawca nawet zaczął nucić ;) Czyli nie jest tak źle jak sądziłem.
- Ooo! Krzyknął po chwili -nie wiem czy wymyślił coś nowego, za co będę musiał później dopłacić, ale jakoś to "Ooo!" mi się nie podoba.
- Mam pokrowiec do tej gitary! - Wiedziałem! pewnie będzie chciał mi go wcisnąć za jakieś 1.500,- Swoją drogą, to niezły kretyn ze mnie, jak ja sobie wyobrażałem spacerowanie po mieście obładowany plecakami, a żeby tego było mało, to z gitarą w ręku?
- Dziewczyna -do której należała ta gitara- zostawiła ja w komplecie z pokrowcem! Dzięki Kiami-sama! Teraz przynajmniej nie będę musiał się martwić o podróżowanie z instrumentem.
Dobrze, że przed wyjściem z hotelu sprawdziłem ile mam drobnej kasy (i, że na szczęście nie miałem nic - więc musiałem wziąć 10.000 żeby rozmienić... inaczej bym miał po zakupach, bo pewnie drugi raz bym nie trafił do tego sklepu)
- Mam jeszcze prezent dla Ciebie!
- Mam gitarę o 2200,- taniej, pokrowiec ratujący mi życie, a Ty jeszcze masz coś dla mnie?
- wybierz sobie jedną. - wystawił na ladzie 4 różne kostki/piórka do gry. Na każdej z nich było coś napisane (wytłumaczył mi co jest na poszczególnych) Ale zamiast wybrać, wolałem "wylosować". Niestety nie pamiętam co jest napisane na kostce, bo zanim doszedłem do hotelu, to zapomniałem xD

O ja! Normalnie nie wierzę, że kupiłem sobie gitarę. Chyba zwariowałem, bo zamiast kupić sobie coś porządnego do jedzenia -sam widzę po sobie, że już sporo schudłem- to w dodatku wydaję tyle kasy (co za jeden nocleg w dobrym hotelu) na rzecz, która będzie mi tylko utrudniała podróżowanie, a nie pomagała, No ale zobaczymy, na razie się cieszę ;D
W drodze powrotnej do hotelu zatrzymało mnie kilka osób, miałem wrażenie, że gdybym nie miał tej gitarki, to żadna z tych osób by do mnie nie zagadała.
Jutro czeka mnie Super dzień!



Widok z Okna (na hotel "Kyoto Station") i na resztę miasta.
  






Ps. Przepraszam za dłuuuugą przerwę, ale wiele się dzieje, że ciężko znaleźć czas na pisanie. Jednak teraz muszę dokończyć pisanie i mam zamiar w NAJGORSZYM wypadku dodawać jeden wpis na miesiąc! Mam nadzieję, że uda mi się tych wpisów robić więcej.
Pozdrawiam!