Witam!

Dla tych, co są pierwszy raz na tym Blogu --> Link <-- do jednej z pierwszych stron (ponieważ wiadomości na stronie są pokazywane od "najświeższych" .. czyli od końca ;] ) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i znajdziecie tu rożne informacje o Japonii ;].

26 marca, 2011

Kiyomizu - Kyoto

Nie planowałem dzisiaj swojej wędrówki, bo i po co? Już się nauczyłem, że zawsze znajdzie się coś ciekawego i wartego uwagi. Obrałem kierunek "w prawo" - wydaje mi się, że jest to północ, ale ciężko cokolwiek określić, bo słońce pada dosłownie z góry. Jest strasznie gorąco, a nigdzie nie ma cienia!! to dziwne, że dopiero teraz zwróciłem na to uwagę.
Wszedłem do sklepu, oczy od razu przeskanowały lodówkę w poszukiwaniu litrowego kartonika cacao - jest! Od razu zapamiętuję lokalizację sklepu, bo pewnie jutro też tu wpadnę ;) Do tego wezmę jeszcze mrożoną herbatę brzoskwiniową (naprawdę uzależniłem się od tej herbaty)
Niestety zapomniałem o tym, że nie mogę pić mleka itp. na czczo bo mnie strasznie przymula. A przecież dzisiaj nie jadłem śniadania. Już po 30 minutach miałem "K.O" i położyłem się na murku... Dobrze, że jest wczesna godzina i nie kręci się jeszcze tyle ludzi.

Dobra! koniec tego dobrego. Nie będę przecież leżał pół dnia, nie po to leciałem taki kawał, żeby się wylegiwać. Szkoda marnować taką ładną pogodę na opalanie się na murku, są ciekawsze rzeczy do robienia w tym kraju;)


Kupiłem sobie dwa snickersy z nadzieją, że może coś pomogą i dodadzą trochę sił. Ciężko było wydać kolejne jeny, bo pustka w portfelu robi się coraz bardziej widoczna i sprawia takie złudne wrażenie, że wydając te 5000 jenów na dobę, to niby i tak zabraknie mi kasy do końca wakacji... a przecież jakoś muszę jeszcze dotrzeć na lotnisko! znowu będę musiał płacić 3000Y za bilet z Osaki na lotnisko Kansai? to nie na mój budżet.. ciekawe czy jest tam inny dojazd? W sumie nie będę teraz o tym rozmyślał, bo w końcu znalazłem ciekawe miejsce do zwiedzania.
Przede mną ukazała się dobrze znana mi z różnych programów o Japonii świątynia.


Nie pamiętam dokładnie ile kosztowało wejście, ale nie więcej niż 500 jenów.
Za raz za bramą stało coś niczym z legendy o królu Arturze. W drewnianym klocu wystawał wielki stalowy pręt, który dodatkowo obciążony był metalowymi kółkami na dole. I kto chciał mógł spróbować swoich sił i to podnieść. Na początku jakaś szkolna wycieczka się przy tym bawiła, ale swoich sił próbowały tylko dziewczyny - chłopacy stali z boku i śmiali się, że te są za słabe...
Później podeszło kilku Japończyków (20-30 lat) ale z marnym efektem.
Dobra, teraz ja! Małe poruszenie wśród ludzi stojących obok się zrobiło, bo gaijin będzie próbował... Jednak moja próba wyglądała podobnie jak moich poprzedników, tylko trochę przestawiłem pręt, czyli szału nie było...
Przy wejściach do świątyń są miejsca, gdzie należy się obmyć (nie wiem dokładnie po co się obmywa... kiedyś coś obiło mi się o uszy, że chodzi tu o "duchową czystość", że to coś w rodzaju katolickiej spowiedzi -chociaż też nie do końca- ale czy o to naprawdę chodzi? nie mam pojęcia) 
W każdym razie mogłem bez przypału sobie opłukać ręce, żeby mieć pewniejszy chwyt.
Próba druga poszła znacznie lepiej! udało mi się to oderwać od ziemi ;)
Jednak blask mojej chwały i oklaski szybko ustały, bo do świątyni wszedł "misiowaty" Amerykanin z żoną, która namawiało go żeby pokazał na co go stać.
Ten tylko to chwycił byle jak i szarpnął bez większego wysiłku. gdyby nie te doczepiane kółka na dole, które nie pozwalały na wyjęcie tego pręta (i przy okazji dzwoniły jak głupie) to jestem pewny, że mężczyzna nie ustałby na nogach i poleciałby z tym na plecy. 
Amerika 1 - 0 Porando ... 
(niestety nie mam fotki tego czegoś, bo dużo zdjęć robiłem moim zabytkowym aparatem ;D  niestety 3 klisze się strasznie naświetliły i sporo zdjęć przepadło ;( Dlatego czasami będę posiłkował się zdjęciami z neta. Ale zdjęć "tego czegoś" nie znalazłem )

 (Tu niedługo dodam fotki i filmik/filmiki)
na razie dam tylko jedno zdjęcie, które mi się najbardziej podoba ;]

 (nad tym zdjęciem długo siedziałem, zanim udało mi się dobrze złapać ostrość pagody i miasta w tle. Moja kamera nie robi dobrych zdjęć, ale to mi się naprawdę podoba ;P )

........................................

Świątynia znajduje się na jednej z gór, które otaczają Kyoto. Nie byłoby w tym nic złego, bo bardzo lubię takie wycieczki. Ale znowu czułem się lekko "zmulony".  Wąska droga nie pozwoliła nawet na krótki postój, bo przeszkadzał bym ludziom, których nagle zrobiło się pełno...
Jest! zauważyłem jakieś ławeczki na dole ( aż 4 !! ) Niestety wszystkie zajęte. Obok ławek były "konfesjonały do szybkiego oczyszczania" z wodą ;D
Ściągnąłem koszulkę i zrobiłem sobie zimny okład. Akurat zwolniła się jedna ławeczka (albo wystraszyłem biednych ludzi swoimi bladymi żebrami ;P ) Jakoś mało mnie obchodziło, że ludzie mają ze mnie bekę. W końcu prawie umieram!!. Życie uratowała mi -już ciepła- mrożona herbata, która od razu postawiła mnie na nogi.

Wodospad Otowa - tutaj jest oddawana cześć bóstwu Fudo-Myo-o (?) I ponoć woda ma lecznicze działanie. Może i jest to prawdą, bo do końca dnia już czułem się dobrze ;D


                                       

Chwile siedziałem przed "wodospadem" przy sklepie z pamiątkami,czy jakaś mini knajpka to była- nie pamiętam. Przyglądałem się z boku jak to wszystko wygląda, żeby jakieś gafy nie strzelić... [wyglądało na to, że wejście nie jest płatne, kubeczki bierze się z tego czegoś w ścianie (będzie widać to na filmiku) i użyte kubeczki odkłada się w to samo miejsce]
Jakoś nie śpieszyło mi się nigdzie, więc wyciągnąłem swój 'dziennik pokładowy" i starałem się nadrobić trochę zaległości w pisaniu.
Przysiadło się do mnie starsze małżeństwo -mimo, że wszystkie stoliki dookoła były wolne-
po chwili kobieta niepewnie zaczęła rozmowę. Jak zobaczyła, że da radę pogadać z tym gaijinem po Japońsku, to odetchnęła z ulgą i wyskoczyła ze standardową litanią "skąd jestem, na jak długo przyleciałem, jak mi się podoba w Japonii" itp.
Nie wiem o czym rozmawialiśmy, ale pokazywałem im jakieś filmiki z Tokyo... kobieta stwierdziła, że "za mało mam filmików z moim udziałem" :D I jeśli chcę, to może nagrać mnie przy tym "wodospadzie".
-No dobra, co mi szkodzi? - Wytłumaczyłem babci jak włączyć kamerę (dziadek powiedział, że nie potrafi nagrywać i w ogóle wydawał się mało ogarnięty - za to babcia zupełnie odwrotnie) Ustawiłem się w długiej kolejce i spoglądałem tylko czy ludzie płacą coś za wejście, bo może źle widziałem siedząc przy stoliku?