Przyjechałem do Nara, bo gdzie jeśli nie tu miałbym znaleźć tanie noclegi? W końcu muszę się odkuć za kupioną gitarę, której jak na razie nie mogę nastroić.
Podszedłem do Hiromi-san, ale okazało się, że na dzisiaj nie ma wolnego pokoju. Może mieć dopiero jutro. Może, ale nie musi! Bo para Amerykanów sobie zaklepała na razie i jeśli nie przyjdą do godz 19:00 potwierdzić tego, to od jutra da radę zostać u Hiromi nawet na 3 dni.
No nic, w takim razie idę poszukać czegoś nowego ... Tylko gdzie? Tyle czasu łaziłem po tym miasteczku i nic taniego nie widziałem, a jechać do innego miasta to teraz nie najlepszy pomysł -znowu wydawać kasę na bilet, łazić po nieznanym mieście nie wiadomo ile czasu zanim coś się znajdzie, nie wiadomo po ile by był tani nocleg? Nieee, jakoś mi się to dzisiaj nie widzi. Nie chce mi się, jakiegoś lenia mam dzisiaj. Usiadłem sobie przy stawie -tym razem nie na ławeczce jak zawsze, tylko na górce przy ulicy, żeby być trochę zdała od ludzi, może teraz uda mi się nastroić gitarę?
Słyszę jakieś krzyki. Jakby jakiś małolat krzyczał, bo właśnie obrywa po uszach od matki za jakieś głupstwo. Cienki -trochę chłopięcy- , ale mocny i donośny głos trochę mi przypominał Schin-chana ;D
Okazało się, że to idzie "Uliczny teatr?". Grupka ludzi przeszła obok stawu robiąc dużo szumu. "Szinczan" w niebieskiej "wyjściowej yukacie?" (bo kimono to raczej nie było) krzyczał i rozdawał ulotki, za nim szedł facet z bembenkiem, następnie grupka kobiet z wachlarzami i ulotkami.
Zatrzymali się obok sklepu i zaczęli swoje 'przedstawienie'. Kobiety zatańczyły w kółeczku, facet chwile pobawił się mieczem... Sporo szumu i hałasu, a tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi ;)
Kilka lat temu coś rozumiałem z tego monologu, który mówił ten pseudo Samuraj, ale dzisiaj ledwo słyszę pojedyncze słowa ;/
Dzień zleciał na bezcelowym chodzeniu po miasteczku. Małe śniadanie przed sklepem wzbudziło zainteresowanie u niektórych Japończyków. (Zostawiłem cały bagaż przed wejściem do sklepu. Po wyjściu ze sklepu w ogóle nie interesowałem się plecakami, tylko usiadłem sobie na ławeczce kilkanaście metrów dalej. Tzn. ławka posłużyła za stolik, ja siedziałem po turecku na ziemi)
Ostatnio coś brzuch zaczyna mnie boleć po takich ulicznych posiłkach, jestem na coś uczulony? Staram się nie kupować niczego, gdzie może być nawet śladowa ilość krewetek. Ale nie mam pojęcia co może powodować ból. Mam ze sobą jakieś tabletki, ale z reguły nie biorę niczego. Jakoś nie lubię się faszerować chemią, wolę się chwilę przemęczyć.
Jestem zmęczony i w dodatku ból nie ustępuje, więc chyba czas najwyższy znaleźć jakiś hotel.
Szedłem wzdłuż głównej ulicy. Przysiągłbym, że wcześniej nie było tu tego budynku - pomyślałem. Gdy nagle urósł mi przed oczami około 10 piętrowy budynek! Przecież tą ulicą chodziłem codziennie! Kiedy oni go wybudowali, przez te kilka tygodni kiedy mnie nie było? No nic, innym razem zobaczę z bliska, teraz mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Dzień dobry! Dobiega mnie już w drzwiach miły i łagodny głosik. Jego właścicielki jednak nie widziałem, bo recepcja jest w dziwny sposób skierowana na okna, które wybiegały na parking.
- Dzień dobry! Odpowiedziałem chyba ścianom bo za ladą recepcji nikogo nie ma! Więc kto do mnie powiedział? Może nie tylko brzuch mnie boli, ale jakieś halucynacje mam?
Na szczęście okazało się, że jednak przy wejściu jest 'poczekalnia', gdzie akurat stała recepcjonistka. Jest tak niska, że jej nie zauważyłem ;D Ledwo było ją widać zza lady -jak już tam stanęła-
W czasie gdy dowiadywałem się wszystkich potrzebnych informacji (cena za noc, czy śniadanie jest wliczone w cenę itp.) przyszła koleżanka 'małej' i wzięła mój paszport do skserowania.
Wszedł jakiś Japończyk. Głośny, niski i jakoś drażnił mnie, chociaż nic takiego nie robił. Może zmęczony jestem albo chory? Chyba od razu się spać położę -pomimo, że jest wczesna godzina (coś około 18:00)
- "Beri priti" (Napisałem fonetycznie) zaskoczyło mnie nagle, A ja zdałem sobie sprawę, że prawie zasypiałem na blacie recepcji.
- Co? A tak, paszport .... Eeee?
- "Beri priti" - Koleżanka 'Małej" oddając mi paszport mówiła do mnie -chyba po chińsku, bo nic nie rozumiałem- pokazując na moje zdjęcie paszportowe.
Dopiero gdy ta uciekła strzelając niezłego buraka, to ja 'wróciłem do żywych' i załapałem o co chodzi...
No ale, że ja?... JA? I to jeszcze na tym okropnym zdjęciu zrobionym 10 lat temu!? BERI PRITI?
(Od tego dnia ta recepcjonistka zaczęła mnie unikać jak ognia, a zdradzając następne wpisy to powiem, że spędzę w tym hotelu kilka nocy)
Lekko skołowany -bo nadal nie wiedziałem czy to może dalej były halucynacje, może faktycznie zasnąłem na blacie a to mi się tylko śniło?- szedłem do pokoju z paszportem w ręku...
Nie! Ja nie jestem 'Priti" a tym bardziej "Beri priti". No nic, jak 'dojdę do siebie, to będę musiał z nią pogadać. Hmmm, Może uda mi się w końcu "wypełnić misję" jaką wyznaczyli mi znajomi przed wylotem ;D Poderwanie Japonek w cale nie jest trudne, a ta jak już sama robi 'pierwszy krok' i to w Pracy!! Brzuch mnie chyba za mocno boli, Dobranoc ;)
Ps.
Witam!
Pozdrawiam.
Piotrek
