Śniadanie było dziwne (pewnie, dlatego, że wliczone w cenę hotelu)
Niby wszystko było porządku, ale „najadłem” się 3 małymi bułeczkami, tzn. może się nie najadłem, ale tak mi zamuliły żołądek, że już mi się jeść nie chciało, a dalej byłem głodny ;/
Wróciłem do pokoju po rzeczy (przy okazji „zakosiłem” herbatkę [tak jak w Osace] )
O.K dzisiaj idę do Tokio ;D
Jest godz. 10 rano, do Tokio jest około 35 Km . Więc dużego problemu nie powinno być. mam baaardzo dużo czasu [może nawet po drodze coś znajdę, przecież nie muszę odrazu dojść do Tokyo ;) ]
Po godzinie drogi (cały czas byłem w Yokohamie) zaczął łapać mnie skurcz w nodze ;/
Mięsień tak się napiął, że miałem problem, żeby ruszyć nogą. Kupiłem puszkę zimnej coli i zrobiłem sobie zimny okład ;D (na szczęście automat z napojami jest zawsze blisko ;D, praktycznie co kilkanaście metrów)
Owinąłem nogę elastycznym bandażem i idę dalej (bo nie będę przecież zmieniał planów z powodu głupiego bólu nogi ^^)
Gdy zrobiłem sobie drugą przerwę, wpadłem na pomysł, aby w zeszycie napisać wielkimi literami „Tokyo” (Przymocowałem zeszyt do plecaka, licząc na to, że ktoś mnie podrzuci ;D)
Doszedłem tak do Kawasaki (15 km od Yokohamy), (po drodze raz skręciłem nie w tą stronę, i doszedłem na jakieś zadupie, i później musiałem się wracać) miasto raczej do najładniejszych nie należy, ale chodziłem tylko wzdłuż jednej ulicy.
Rozglądałem się za hotelami (pewnie byłyby tańsze od hoteli w Yokohamie, czy Tokio) bo przecież nie muszę dzisiaj dojść do celu, a może nawet hotele będą na tyle tanie, że będę sobie jeździł do Tokio i do Yokohamy?
Tylko, że Kawasaki okazało się „dziurą” bez żadnego hotelu (nie pytałem żadnych ludzi [może hotele są, ale ja nie widziałem xD])
Zaczęło kropić, i było słychać, że nadciąga niezła burza.
Wszedłem do jakiegoś centrum handlowego, żeby przeczekać ulewę, ale to była strata czasu, bo nc ciekawego tam nie było (a burza przeszła bokiem ;D)
W końcu dojechałem do Tokio!
W 5 min. Od dworca głównego, doszedłem do ładnego parku (obok pałacu cesarskiego)

[Dobra, najpierw muszę znaleźć hotel, później dopiero będę zwiedzał miasto]
Wyjąłem z plecaka przewodnik z mapkami Tokio, i najpierw zacząłem szukać hoteli polecanych w przewodniku.
Nie miałem ochoty już latać z tymi plecakami, więc pytałem się ludzi o drogę.
[Dosłownie każdy obracał mapki na różne sposoby, i 90% ludzi, mówiła mi, że te mapki są złe!! – dlatego NIEPOLECAM tego przewodnika (już chyba po raz drugi ;P )
Doszedłem do drugiego skrzyżowania, gdzie powinny znajdować się oba hotele, ale niczego, co przypominałoby hotel nie widzę ;/
- Sumimasen, „Ours Inn Hankyu” hoteru wa doko desuka? [Przepraszam, gdzie jest hotel „Ours Inn Hankyu”] (pokazałem gościowi w przewodniku, że gdzieś tu powinien być ten hotel)
Chodziliśmy kilka minut (on zaczepiał różne osoby, pytając się o ten hotel), ale ani tego taniego hotelu, ani tego droższego „Shinagawa Prince Hotel” nie było śladu ;/
-O.k poradzę sobie [powiedziałem do gościa, bo nie chciałem mu zawracać głowy]
Kierując się z powrotem w stronę pałacu cesarskiego, idąc ciągle Hibiya Dori, miałem dojść do „Sakura Hotel” (drugi z najtańszych hoteli w przewodniku)
W połowie drogi zaczęło padać (a tu tak jak w Osace, nie ma żadnego miejsca, żeby się schować przed deszczem ;/, nawet sklepu w pobliżu nie było widać)
Schowałem się pod jakimiś wystającymi blachami (koło jakieś budowy) [w sumie dobrze, że trochę popada, nie będzie tak gorąco, i w ogóle przyda mi się chwilka odpoczynku, bo już rąk nie czuje ;/]
(Gdy tak siedziałem, to dwie osoby chciały mi oddać swoje parasolki ;) // "dziwna" jest ta uprzejmość Japończyków ^^)
Doszedłem do Etai Dori (gdzieś niedaleko powinien być sakura hotel) tylko, że „powinien być” nie znaczy, że jest ;/
Łącznie z pomocą 5 osób, nie znalazłem hotelu (znowu słyszałem, że „ten przewodnik jest jakiś dziwny")
Kręciłem się w okolicy, której w ogóle nie miałem na mapkach [może tu coś znajdę, i będzie tańsze, skoro nie mam mapy w przewodniku, to może ta dzielnica jest traktowana bardziej jako „zadupie”? ;D]
[tu jest gorzej niż w Yokohamie ;/] bo tam przynajmniej było widać jakieś hotele, fakt, że były za drogie, albo nie dla obcokrajowców, ale chociaż były, a TU nic ;/
Dobra, niema co narzekać, późno się robi (na szczęście nie zapowiada się, żeby znowu miało padać, czyli w razie czego spokojnie przenocuje na dworzu)
Było już ciemno, mimo wszystko bardzo gorąco (ziemia była bardzo nagrzana) >>od kilkunasto godzinnego chodzenia, moje stopy nadawały się do wymiany ;P (chyba nie muszę opisywać co się z nimi stało) ale już nie mogłem normalnie chodzić, chodziłem na zewnętrznych częściach stopy (bo inaczej nie doszedłbym nigdzie)<<
Kupiłem zimny napój i przyłożyłem do stóp (po dosłownie 3 min. Musiałem kupić kolejną puszkę Coli, żeby „zmienić okład” )
Gdy tak siedziałem, i doprowadzałem stopy do stanu użytku (jakiegokolwiek użytku, bo myślałem już, że na dzień dzisiejszy nie wykonam już żadnego kroku) zobaczyłem znajomo wyglądający napis (ホテル, czyli hoteru)
Sprawdziłem dla pewności w rozmówkach, bo tablica z informacją o tym hotelu była aż 50 metrów ode mnie!! A na obecną chwilę, to każdy krok jest na wagę złota ;/
Na czworaka doszedłem do automatu z Colą (który miałem zaraz za plecami) i kupiłem trzecią puszkę coli na kolejny „okład”
Dopiero po około 20 minutach zabrałem siły, żeby się wybrać do tego „hotelu” (przez cały czas zastanawiałem się, gdzie może być ten hotel, bo tablica stała jakby przed wejściem do czyjeś klatki schodowej, a nie hotelem. Ulica wyglądała jak np. w Gdańsku-Wrzeszczu, czy na starówce – ciąg sklepów, cukierni [tam akurat zamiast cukierni, były sklepy z płytami, elektroniką i jakieś bary] itp. wszystko było góra 6 piętrowe, i gdzie tu jest ten hotel?)
Na plakacie było napisane: „PC, DVD, Internet, Hoteru” [i niech mi ktoś powie o co tu chodzi ;D]
Strzałka na tablicy pokazywała, że mam wejść do klatki (na początku wyglądało to na zwykłą klatkę schodową – jak w normalnym bloku)
Jednak na pierwszym piętrze było wejście do jakiegoś sklepu (na pierwszy rzut oka, sklep/wypożyczalnia filmowa) [no nic, spytam się kogoś, o co chodzi z tym plakatem, bo i tak wiele wysiłku kosztowało mnie dojście tutaj ;/ ]
- Przepraszam, gdzie tu jest hotel?
- ….. ??? [przygarbiony japoniec] gadał coś po Japońsku ??? …. Tylko z poszczególnych słów wyłapałem, że TO jest „hotel"
- ale jak? Gdzie tu są pokoje? Po ile jest nocleg? I w ogóle o co biega?
Widziałem, że nie ma sensu gadać z nim po angielsku, więc wyjąłem wszystkie rozmówki i zacząłem od nowa.
Wyszło na to, że pokój mogę wziąć na:
90 min. – 1000 Y
5 godz. – 2000 Y
12 godz. – 3000Y
(nie do końca wiedziałem o co chodzi // uwierzcie, byłem kompletnie wyczerpany //, ale chyba nie jest źle ;D)
- Ale jak pokój na 90 min? (byłem tak zmęczony, że nie chciało mi się nad tym zastanawiać) Zresztą nie ważne, ja chce 12 godz. O.k ? są wolne pokoje?
- Tak, powiedz jaki pokój chcesz? (pokazał na plakat nad kasą, na których były zdjęcia różnych pokoi)
1) pokój z krzesłem do masażu
2) pokój z łóżkiem
3) pokój z jakimiś linami (o co tu biega, to wole się nie pytać ;D)
I jeszcze dwa inne pokoje, którym się nawet nie przyglądałem.
- dobra, ale o co chodzi z tym hotelem, gdzie on jest ?
- u góry są pokoje
- a jest prysznic? (nigdy nic nie wiadomo ;D)
- prysznic jest tu na dole (pokazał na pomoszczenie na końcu sali), na prysznic masz 20 min.
- 20 min na prysznic? (czas mi będą mierzyć? po cholerę?)
Coś mi tłumaczył, ale nie rozumiałem
-A jak ze śniadaniem? Jest tu stołówka?
- nie
- a po ile jest godzina Internetu? (pokazałem mu na plakacie, który miał na ścianie [taki sam, jak był na dole])
- Internet jest za darmo
- a gdzie są komputery?
- W pokoju jest komputer, TV i DVD
O! to mi pasuje ;) 12 godzin neta, za 3000Y ;D , tylko nie wiadomo ile będę spał ;/ (coś czuję, że mógłbym teraz spać 3 dni, taki zmęczony jestem;/)
A mogę teraz wziąć prysznic?
- Najpierw musisz kupić bilet (pokazał na maszynę stojącą obok kasy)
Jakoś się połapałem w niej, i kupiłem bilet na 12 godzin. On coś nabazgrał na bilecie, dał mi ręcznik (po raz kolejny przypomniał, że mam 20 min.)
- A mogę zanieść do pokoju plecaki?
- zostaw tutaj, nic Ci nie zginie.
(zabrałem swoje przybory toaletowe, bo nie wiadomo co oni tu mają, bo wszystko wygląda jakoś dziwnie)
Idąc w kierunku łazienki (po między półkami z filmami) zobaczyłem, że 95% to filmy porno, a reszta to Amerykański chłam ;/ [w sumie i tak nic nie chcę oglądać, bo po co czas tracić na oglądanie, lepiej się wyspać i w wolnej chwili napisać rodzicom, że żyje, skoro mam okazje za darmo maila wysłać ;) nie wiadomo, kiedy będzie następna okazja usiąść przy komputerze]
....Wracając z powrotem jakiś gościu zagadał do mnie, że mogę wypożyczyć 6 filmów i 3 mangi
- wow, aż sześć? (sarkastycznym żartem odpowiedziałem) Dzięki, ale nie chcę filmów.
- Ale są za darmo!
Poszedłem po swoje rzeczy, i chciałem już iść do pokoju, ale okazało się, że MUSZĘ wypożyczyć jakiś film!
No dobra, niech wam będzie. Podszedłem do półki z Amerykańskimi filmami (o! "Godziny szczytu 3" - to już wyszło na DVD? ) i wracam się do kasy.
"Przykurcz" coś marudził, że muszę film porno też wypożyczyć, ale nie gadał dobrze po angielsku (tak jak ja zresztą) - i chyba nie czuł się za pewnie, bo dał za wygraną.
Mój "pokój" wyglądał tak:
Pomieszczenie miało może ze 200 - 220 cm długości (na 100% nie więcej) i do 90 cm szerokości (było łóżko, które nie miało więcej niż 70 cm szerokości - może nawet tych 70 nie miało - i wolnej przestrzeni między łóżkiem a ścianą też nie było więcej niż 20 cm, bo mój plecak z ciuchami nie zmieścił się w tej wolnej przestrzeni, i "wisiał w powietrzu" oparty o ścianę, i zajmując trochę miejsca na łóżku ;/)
Ale za to miałem komputer z dostępem do neta! + DVD i telewizor - ale telewizor był tak wielki, że nie mam pojęcia jak oni go tu wcisnęli! (te pokoje chyba były robione pod wymiar tych telewizorów ;D bo zajmowały niemalże całą szerokość pokoju - dosłownie po kilka milimetrów zostawało luzu z każdej strony przy ścianie )
Tego dnia maksymalnie 40 min siedziałem przy kompie, bo już nie miałem siły na nic ;]
"luźne" zdjęcia Tokyo - podczas poszukiwań ;)







