Witam!

Dla tych, co są pierwszy raz na tym Blogu --> Link <-- do jednej z pierwszych stron (ponieważ wiadomości na stronie są pokazywane od "najświeższych" .. czyli od końca ;] ) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i znajdziecie tu rożne informacje o Japonii ;].

11 listopada, 2008

Pierwszy kontakt z "prawdziwą Japonią"


(Dobra, jak się stąd wydostać) Są przystanki autobusowe, ale niestety wszystko jest napisane "krzaczkami" i nawet nie wiem gdzie jest centrum miasta ;/

Nie wiem po co chodziłem od jednego przystanku do drugiego, skoro na każdym z nich był rozkład napisany w sposób nieczytelny.
Zauważyłem dziwną maszynę (elektroniczna kasa biletowa), na której były zaznaczone trasy autobusów, tylko co dalej ? (tu też same krzaczki), ".........Doko desu ka ?" niewyraźnie usłyszałem [doko - gdzie / w jakim kierunku itp..] zobaczyłem, że kobieta, która do mnie mówi, właśnie wyszła z tego blaszanego "potwora", i dalej się pyta o coś, ale nic nie zrozumiałem.
- Centrum Osaka ! (najprostszy sposób pytania o drogę xD) ale nie pomogło, kobieta coś tam mówiła, ale jak grochem o ścianę to wszystko.
- [ hankagai - centrum miasta] pokazałem palcem na gotowe zdanie w rozmówkach, ale kobieta dalej przy swoim - "Umeda, coś tam, coś tam..., nakoshima"
- "hankagai Osaka" - Centrum Osaka (nie wiesz co to znaczy centrum ?), ale znowu słyszę znajome już Umeda, Kita-ku, Nakoshima... Kiwnąłem ramionami, że nie wiem
3000 Y nagle się odzywa, i pokazuje na mapkę i znowu coś tam mówi. [ 3.000 Y za bilet autobusowy !?, przecież mi wychodzi, że ja mam coś około 5.500 Y na dzień, a w tym ma być hotel, jedzenie itp. - coś cienko widzę tą przygodę ;/ , ale przynajmniej swoje zwiedze xD ]
Dałem 10.000 Y - potwór zaraz połknął, ale chyba się zakrztusił, bo wypluł jakieś banknoty i monety xD, kobieta podała mi bilet i resztę, "Gambatte !" (powodzenia) i wskazała na odpowiedni przystanek autobusowy.
Stoje w kolejce "do autobusu", i widze, że podjeżdża luksusowy autokar =='', kierowca zbierał bilety przy wejściu (nie da rady jechać na gapę xD) i mówi mi, że na następnym przystanku wysiadam. (no ładnie, za 3.000 jeden przystanek jade - Super !) Bagażowi oznaczyli mój plecak i dali mi bilet z numerkiem (który mam z powrotem wymienić na plecak jak wysiądę xD, bardzo fajna sprawa)
Już wsiadałem do autokaru, gdy usłyszałem coś ".... Gaijin" [Gaijin - obcokrajowiec / cudzoziemiecc], patrze, a starszy bagażowy stoi przy moim plecaku i woła kolegę (co, że niby bombę przewożę ?, co znowu ? ) podchodzę do dziadka, a ten mówi coś w stylu "Omoi", ale nic mi to nie mówiło, dopiero w autokarze sprawdziłem w słowniczku [Omoi - ciężki] (no to ładnie ;/ jeśli dorosły facet miał problemy, żeby tylko wrzucić mój bagaż, to jak ja z nim będę chodził tyle czasu ? ale z drugiej strony nawet się ucieszyłem (odrobinkę;) ) bo wycieczka będzie miała bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, a o to właśnie chodziło ;] )

Dojechaliśmy ! dopiero teraz mogę powiedzieć, że widzę "normalną" Japonię, bo na terenie lotniska jeszcze to nie było to samo.
Teraz to już zupełnie jestem zdany tylko na siebie. (pierwsze co, to znaleźć hotel !) , jakoś ubrałem na siebie 2 plecaki, jakieś babcie zerkały na mnie i co chwile się śmiały (myślały, że nie widzę ;P ).

O.K idę! Uzbrojony w trzy książeczki polsko-japońskie i jeden słownik polsko - angielski ;] szedłem ze 2 godziny, ale nic nie znalazłem, dosłownie żadnego budynku z napisem "Hotel", (pewnie tylko w krzaczkach jest napisane, ale jak się piszę „hotel” krzaczkami ?)
Przez jakiś czas szukałem miejsca gdzie będę mógł odpocząć i zobaczyć na spokojnie w słowniku jak piszę się po Japońsku „Hotel” [czemu tego w domu nie przygotowałem?] Kurczę niema tu ani jednej ławki, żadnego parku, nawet chodniki są strasznie wąskie i nie bardzo mogę się „rozwalić” na środku drogi ;/ [zaraz nie wytrzymam – jest gorąco, jestem zmęczony, i coś nie idzie mi za dobrze] Automaty z zimnymi napojami na szczęście są co kilka metrów, i na szczęście nie są trudne w obsłudze xD.


O! jest miejsce gdzie można posiedzieć chwilkę [ nieważne, że przy samym skrzyżowaniu, gdzie kręci się wiele ludzi (może nie powinienem tu siadać? , a co mi tam, jestem za bardzo zmęczony! ) na szczęście nikomu to nie przeszkadzało ] Myślałem, że ramiona odpadną mi razem z plecakiem, bo naprawdę miałem już dość. Na dodatek zauważyłem, że stelaż w plecaku wyleciał [no pięknie, nowy plecak a już się rozwalił? w ogóle jak mi się cały rozleci to będzie pięknie ==’’, chociaż i tak nie zapowiada się ciekawie, bo bez stelażu nie uśmiecha mi się takie podróżowanie] Okazało się, że tylko wypadł z uchwytu ;] i szybko naprawiłem usterkę.

Czas na plan „B”, który wymyśliłem w podczas przerwy, czas popytać się ludzi o drogę [na początek w najprostszy sposób – pokazując palcem na „podejrzanie” wyglądający budynek, będę pytał się po prostu „Hotelu?”]
O.K jest pierwsze coś co mogłoby być hotelem, - Sumimasen, Hoteru? - Ie mężczyzna skrzyżował dłonie dając mi do zrozumienia, że jednak to nie „hoteru” ;/
Ale za kilka minut próbuje znowu, tym razem kobiety się spytałem, -Sumimasen, Hoteru? , Ale kobieta w taki sam sposób odpowiada, i również z dłoni robi literkę „X”, Ukłoniłem się i podziękowałem, ale widzę, że kobieta jeszcze ze mną nie skończyła ;], rozejrzała się i każe mi pójść za nią, pokazała mi na jakiś budynek [wyglądał jak zwykły mieszkalny, i nie było na nim żadnych napisów] i powiedziała, że to jest hotel – Arigato ! wszedłem do góry po strasznie wąskich i krętych schodach, i uważałem, żeby plecakiem nie strącić doniczki z kwiatami. - Konichiwa eto….eto…. ;P This is hotel? ;P [no, to poleciałem z tematem xD] W środku były dwie osoby, kobieta stała przy stole, I mężczyzna, który przy nim siedział – Hai, mówi kobieta, (bym podskoczył z radości nawet z tymi plecakami na sobie), ale kobieta zdążyła dodać „Gomenasaii krzyżując ręce w dobrze znany mi znak, mówi – No rumu ;/ Facet chyba widział, że się trochę podłamałem powiedział, że wszystko będzie dobrze i życzył mi powodzenia ;) „daijobu Gambatte Ne! ” Zrobiło mi się naprawdę bardzo miło, mimo że nie dostałem noclegu, bardzo miłe uczucie, gdy wszyscy w około są tacy mili, i czuje się, że to nie jest udawane, tylko w 100% szczere. Bardzo podniosło mnie to na duchu i dało dużo wiary i siły na dalsze poszukiwania (usłyszałem kilka miłych słów , a zupełnie inaczej się czuję ;)

Z większą pewnością siebie podchodziłem do ludzi, i za każdym razem się ktoś zatrzymał i chociaż starał się powiedzieć mi gdzie jest jakiś hotel, ale cały czas bez skutku ;/.
Zaczęło się powoli ściemniać, więc pomyślałem, że odpocznę jeszcze trochę, żeby w razie czego wieczorem mieć więcej sił [akurat przechodziłem koło mostu, który wyglądał na tyle dziwnie, bo biegł wzdłuż kanału, a nie z jednego końca na drugi] I nawet znalazło się coś do siedzenia ;] , niebyły to ławki (w Japonii chyba nie mają ławek?) ale co mi tam, nawet na ziemi mogę sobie posiedzieć, plecak już mi chyba przyrósł do pleców, bo z wielkim trudem zrzuciłem go na ziemię ;/ [po raz kolejny zrobiłem małe przemeblowanie w plecakach /wszystkie „potrzebne” i cenne rzeczy wrzuciłem do małego plecaka, który wisiał mi na brzuchu, a resztę rzeczy do wielkiego badziewia, którego już miałem dość/ przy okazji zmieniłem koszulkę na suchą i odkopałem swój drugi odtwarzacz mp3 i baterie ;P ] Czas się ruszyć, bo już niedługo będzie zupełnie ciemno. Wszedłem tylko do sklepu [co dziwne - to był jeden z nielicznych jakie dotychczas widziałem] – O rany !, wszystkie towary są opisane „krzaczkami”, i są w kartonikach, że nie widać czy jest to coś do jedzenia, a może jest to proszek do prania :P, Ale jakoś udało mi się zrobić udane zakupy (2 bułki z czymś tam i 2l. wodę, która na początku wyglądała jak jakiś napój /biała woda ze słodkim posmakiem/)

Zrobiło się ciemno i zbierało się na deszcz ( no pięknie ;/ ), szybszym krokiem poszedłem wzdłuż głównej ulicy, i z wielką nadzieją, że końcu coś znajdę ale dalej nic, nawet nie bardzo było się kogoś spytać o drogę, bo ludzie gdzieś się pochowali.
Jakaś kobieta, która szła z córką (z ładną córką ;D ) zatrzymała się na chwile gdzieś 100 metrów przede mną (biec ? i spytać się o hotel, czy może nie warto?) Jakoś dogoniłem je, - SUMIMASEN krzyknąłem – sumimasen, Hoteru wa doko desu ka? <przepraszam, gdzie jest jakiś hotel?> [nauczyłem się podczas przerwy ;D nowego zdania] ekhmm… tu niema żadnych hoteli ;/, musisz iść w „tamtą” stroną [ pokazała kierunek z którego szedłem tyle czasu] – go tu Umeda ! córka włączyła się do rozmowy ( poprosiła, żebym pokazał jej przewodnik, bo chyba zauważyła, że miałem otwarty na stronie z mapką) Dziewczyna mówiła po angielsku dużo lepiej ode mnie, ale pogadać nie mogliśmy za bardzo (a szkoda, bo nawet samo pytanie się jej o drogę było „miłe” ;D, ale nie dość, że słabo z moim angielskim, to jeszcze wyczerpany jestem) A na dodatek zaczęło padać ;/ schowaliśmy się pod mostem (przejście dla pieszych) ale nie chciałem głowy dłużej zawracać (szkoda, że z matką jest ;/ ). Ubrałem „płaszcz” przeciw deszczowy, pożegnałem się kłaniając się jak najlepiej potrafię ;D, i ruszyłem w kierunku, który już znam.
Po chwili czuję, że ktoś puka mnie w ramię (to Ty!? /córka/ ) powiedziała mi, że niedaleko jest przystanek autobusowy, albo jak wolę to na kolejkę mogę pójść.
- Niedaleko też jest Ryokan (hotel w stylu Japońskim) możemy Cię zaprowadzić, ale jest drogi – dodała, i wzięła jeszcze raz mój przewodnik (nie wiem czego szukała, ale wiem jedno, że Japonki są BARDZO urocze, gdy się zastanawiają nad czymś xD, starałem się jej nie przyglądać za bardzo, ale niemal komicznie wyglądała, gdy nabrała powietrza i z „naburmuszonymi” policzkami i przytkniętym palcem wskazującym do brody rozglądała się na boki, tymi swoimi obłędnymi, ciemnymi, skośnymi oczkami] Hmmmmmmm….. (o czym to ja ? ach tak … xD ) Żeby nie było zbyt miło to znowu się rozpadało, a ja podziękowałem jej i nie wiem jak (i czemu) powiedziałem, że pójdę do „Umedy”, - O.K Bai, bai, Gambatte ;) uśmiechnęła się i pobiegła do matki .(Piotrek, czy ty jesteś głupi ? no pewnie że jesteś. Nie no! Jestem pojebany chyba ?! co za debil ze mnie ! ) Pewnie i tak nie udałoby mi się „wprosić” do nich do domu [takiej opcji nawet nie brałem pod uwagę], ale mogłem chociaż zobaczyć ten „Ryokan” ;/
Podłamany swoją głupotą i zmęczeniem, puściłem sobie na „pełnej mocy” w mp3 kawałek „This Is The New Shit - Marilyn Masona”, który zawsze daje mi lekkiego powera, no i przy takiej muzyce ciężko jest mieć przed oczami taki widok jak przed kilkoma minutami ;/ (tak, tak! jestem debilem!)

Zaczęło już dość mocno padać, a nigdzie nie szło się schować przed deszczem ;/ co to za dzielnica ? żadnych sklepów, mostów, bloków (same domki, w których nie idzie wejść do klatki, żeby przeczekać deszcz), dopiero po kilkudziesięciu minutach znalazłem jakiś blok, w którym był parking dla rowerów, ale co najważniejsze był dach ! (w samą porę, bo zaczyna błyskać na niebie ;/ )

Nie siedziałem zbyt długo, bo miałem wrażenie, że niebardzo podoba się to mieszkańcom budynku [Każdy kto przyjechał rowerem, to parkował jak najdalej pod ścianą, i blokował swój rower innymi rowerami xD] Przezcekałem tylko mocniejszy deszcz i dalej zacząłem szukać hotelu, lecz po chwili znowu zaczeło lać (Boże, to chyba kara jest co ? [dodam, że nie jestem człowiekiem wielkiej wiary] ) Popadało tak kilka minut, i zaraz przestało zupełnie, Spytałem się o drogę gościa, co z wyglądu nie wzbudziłby mojego zaufania [w Polsce na pewno bym "takiego" nie poprosił o pomoc, bo raczej odwrotny skutek by to miało] Facet był dośćwysoki jak na Japończyka, ważył na pewno tyle co ja ze swoim bagażem + jeszcze pare kilo ;D i na głowie miał niezłgo irokeza,
- Przepraszam, gdzie jest jakiś hotel ?
- Eee ..... Mówię po Angielsku tylko troszkę ! Eeee. Idź prosto do skrzyżowania [skrzyżował ręce, i mówił coś o ulicach, to się domyśliłem ;D, ale czy o to jemu chodziło ?] , potem w prawo, i tam powinno coś być , Eeee... Gome nie mówię po angielsku ;/, może pójdę z Tobą ? pokaże Ci ?
- O.K ! dzięki, "Wakatta" (myślałem, że to znaczy "zrozumiałem" ale chyba jednak tak nie znaczyło )
Spytałem się jeszcze jakiegoś mężczyzny, ale ten uciekł szybko, bo znowu zaczeło padać ;/,
Może tych dziewczyn się spytam ż raczej nie będą wiedziały, ale co mi tam - Sumimasen, Hoteru wa Doko desu ka ? Blontyna się zatrzymała (dziwnie wygląda Japonka jako blondynka;/ ale to jej sprawa ;) - Eto .... Etoooo.... i strzeliła minę, jak dziewczyna z przed kilku chwil [ ta z matką], tylko, że ta Blond Japonka już nie była przytym taka urocza xD,
- Arigato ! podziękowałem chociaż za chęci, bo niechciałem głowy zawracać, bo padać nie przestaje, a my staliśmy pod gołym niebem.
Odszedłom może jakieś 150/200 mertów, i nagle przed oczami znowu mam blondynę !? odwróciłem się, i widzę, że jej koleżana biegnie w naszym kierunku.
- Jest Hotel ! "Capsule Hoteru", może być ? [Ba ! jeszcze się pyta xD]
- ARIGATO GOZAIMASU > chyba krzyknełem, bo dziewczyny się zaśmiały do siebie ;)

Wchodzę do środka, i widzę na sobie spojrzenie recepcjonisty ;/ (chyba nici z noclegu, albo myśli, że nie zdejmę butów przed wejściem na Tatami, tzn. coś, co miało być tatami chyba)
- „Są wolne pokoje?” Pokazałem palcem w rozmówkach;D
- Tak, ale .. [tu nie zrozumiałem] chodziło coś o mój bagaż.
- Ile kosztuje nocleg?
- 3 100 Y [tylko znowu to, ale ...] (o ! tyle kosztował mój bilet autokarowy xD, jedna dobra informacja tego dnia, no nie licząc tej, że w ogóle pozwolili mi wejść na teren Japonii xD)
- Wakarimasen , I nie mówię po angielsku ;/
Kilka minut trwała ta rozmowa, i zrozumiałem, że nie mogę za bardzo pójść z tymi bagażami „do kapsułki” a tu nie mają miejsca na mój bagaż ;/
Ale jakoś go przekonałem, że wezmę to na swoją odpowiedzialność, że nie boję się, że coś mi zginie i facet wymiękł pierwszy xD



Wszedłem do góry, znalazłem swoją kapsułę [na szczęście była w ostatniej (podzielonych na 3) sali, w samym rogu. miałem szczęście, że między bokiem kapsułek było wąskie przejście, gdzie zostawiłem bagaż]
Szybko zrzuciłem z siebie mokre i brudne rzeczy, wypakowałem wszystko z plecaków, znalazłem wszystko potrzebne do kąpieli i prawie poleciałem do łazienki [a kamera, pieniądze ? "Grucha o czym Ty myślisz? :D"]
Kamerę pieniądze, paszport, aparat, Bilet powrotny ;D i wszystko "cenniejsze" wrzuciłem do siatki, siatkę wrzuciłem do kapsułki [i zasłoniłem zasłonkę (mam nadzieję, że jak wrócę to wszystko będzie o.k!)]

Po powrocie z łazienki lekko ogarnąłem bałagan w "korytarzyku" między kapsułkami a ścianą, mokre rzeczy przewiesiłem na klamce od drzwi ;D [mam tylko nadzieję, że nikt nie korzysta z tego korytarzyku]
Na ścianach były znaki, że jest zakaz filmowania [a nade mną, na suficie wisiała kamera]
ale musiałem nagrać filmik, w końcu Marcin.B ;D 10 lat mieszkał w Tokio i o hotelach kapsułkowych dowiedział się dopiero pod koniec (a mimo to, i tak żadnego nie widział) [nie lubię tego filmiku, ale niech będzie ;P - Pamiętajcie tylko, że byłem już wyczerpany, miałem wszystkiego dosyć, i jeszcze ta kamera nade mną ... itp, itd ;D]



Kapsułka okazała się bardzo wygodna [wygląda na ciasną, ale w środku było nawet sporo miejsca, a do tego budzik (którego nawet nie próbowałem nastawiać), radio, mały telewizor, i nawet klima była ;D]


Następna Strona >>

28 października, 2008

Dzień I (lotnisko)

Dzień I - 02.07.2008

..................SAMOLOT ---> JAPAN ........................
Uzupełnie innym razem
...............................................................................
Po dość męczocej podróży (około 13 godz. w samolocie) w towarzystwie chorego Japończyka po prawej stronie, i 2 babć po lewej stronie, które myślały, że w dyskretny sposób podglądają <Gaijina> obcokrajowca, który wcina obiad pałeczkami (jeszcze nie bardzo wychodziło ;P ) albo gdy nie wiedziałem do czego wlać sos ;D (od kolegi z lewej strony nie mogłem zgapić "co, jak i z czym", bo ten spał dobre 10 godzin lotu [wtedy obiadu nie dostał] a babcie sprytne wiedziały, że będe chciał od nich zgapić, i czekały aż ja zacznę, ale nie dałem im tej satysfakcji, i pokazałem, że pałeczki nie nie przeszkodzą mi zjeść "obiadu dla kosmonautów")
- Kansai Osaka, samplot bezpiecznie wylądował, i pierwszy raz postawiłem stopę na Japońskiej ziemi ^^Ale to jeszcze nie koniec, jeszcze intnieje możliwość, że nie wpuszczą mnie do kraju (tfu, tfu ...) Szedłem za ludźmi, którzy wiedzieli gdzie trzeba iść (niby co w tym trudnego) trzeba TYLKO pójść w dół, w prawo, w dół do pociągu ? (wow) , potem w prawo, w lewo, w dół i górę ;D, i stanąć w kilometrowej kolejce ;/
Nie mam pojęcia ile czasu stałem w tej kolejce, bo nie miałem zegarka =='' ale wkońcu jestem już na ostatnim zakręcie ;]
Dziadek, który "rozstawia po kątach" i pokazuje ludziom do której bramki mają podejść, mówi do mnie "juu shichi" <Dziu sici ;] > i na palcach pokazał 17, biore głęboki wdech i ide, dałem swój paszport i "bilety", które musiałem wypełnić w samolocie i czekam .... już wiem, że coś jest nie tak, bo czekam dłużej niż niejeden gaijin, który był przede mną ;/
- "Adres ....?", w końcu odezwał się Japończyk. "Gdzie pan jedzie ?, do kogo ?"
Nie udało mi się jemu wytłumaczyć, że przyleciałem w ciemno, tak po prostu "na wakacje".
Zadzwonił do kogoś z obsługi, i kazał mi czekać, po 5 minutach, jakiś facet w mundurze poprosił, abym poszedł z nim ( uu, robi się nieciekawie ), dałem mu swój paszport i te "bilety", i znowy stara śpiewka - "Adres .. ?", i dalej to samo, wkońcu podszedł do mnie Maciek (chłopak, który pomógł mi przy wypełnianiu tych "biletów") Powiedział, że mogłem wpisać cokolwiek, i że moge wpisać ten adres co On ma, tylko żeby przypału później nie było, ale w tym samym czasie Japończyk odmulił i coś o bagażu zaczoł mówić (już myślałem, że mam odebrać swój bagaż i wracam spowrotem do polski) ale dałem mu zeszyt, w którym dzięki bogu miałem dane ludzi z Kyoto (dane spisałem z meila w dniu, w którym wylatywałem [dosłownie 30 min. przed wyjściem z domu dostałem meila z tymi danymi] )
Powiedziałem, że to moi znajomi i lecę do nich,
- "A czekają na Ciebie na lotnisku ?"
Nie chciałem kłamać, bo mogłoby być niezaciekawie, tym bardziej,że Ian (ten chłopak z Kyoto) miał gdzieś jechać ze swoją dziewczyną (w meilu mi pisał, że go nie będzie w kyoto przez 3 dni)
Nieoczekiwanie Japończyk gdzieś zadzwonił ;/ (to już po mnie ;/ dzwoni do tego Iana, czy co ?)
Ale po chwili wpisał mi coś do tego "biletu" i kazał jeszcze raz ustawić się w kolejce ;]
Tym razem poszło ok, jedną przeszkodę pokonałem, teraz tylko odebrać bagaż i wyjść z lotniska.
Większych problemów nie było, jakiś dzadek już czekał na gaijina i pokazał mi gdzie jest mój bagaż ;] (odrazu czuć różnicę xD, w Polsce wszyscy by mnie olali ) .... znowy "kontrola" ? tym razem z bagarzem ;/
Tym razem już gość nie chciał odemnie adresu, ale dziwił się, że na 7 tygodni przyleciałem, i życzył mi powodzenia ;]
I tak oto JESTEM, wyszedłem poza budynek lotniska, tyle, że dalej jestem na lotnisku (lotniko Kansai leży na specjalnie wybudowanej "wyspie" ładny kawałek od lądu)

26 października, 2008

6 miesięcy przed lotem ...

Dokładnie 4 stycznia 2008r. postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, i postanowiłem, że zrobię wszystko żeby tylko lecieć w wakacje ;]
Dałem wypowiedzenie z pracy na kilka miesięcy na przód. Powiedziałem, że maksymalnie do Maja będę pracował, bo chce sobie dać ze 2 miesiące na przygotowania do wyjazdu. (chociaż nie miałem biletu na samolot, ani żadnego planu wycieczki), ale po co siedzieć bezczynie ;)

Zarejestrowałem się na różnych forach internetowych o tematyce orientalnej, i próbowałem sobie ułożyć jakiś plan, tyle, że miałem mało wolnego czasu, bo po pracy musiałem iść do szkoły, co bardzo mi przeszkadzało w przygotowaniach.
Postanowiłem zrezygnować ze szkoły, mimo, że była to klasa maturalna ;/, czego to się nie robi, żeby spełnić swoje marzenia ;D. Ale i to nie przyniosło oczekiwanych efektów, zawsze coś wyskoczyło, albo myślałem o tych wolnych 2 miesiącach i jakoś odkładałem to wszystko na później.
............................................................................................................................................................................

W marcu wybrałem się w końcu do biura podróży (bo ile można żyć samymi planami ;] ), okazało się, że bilet w 2 strony na termin 2 lipiec 2008 ( pobyt 6 tygodni ) kosztuje około 2.700 zł
ale nie rezerwowałem biletu, a trzy dni później okazało się, że wszystkie bilety na ten samolot już są wykupione ;/ i teraz najtańszy bilet kosztuje 3.940 zł, ale udało mi się załatwić bilet za 3150 zł (tylko pobyt był o 6 dni dłuższy, co i tak było mi na rękę ;] )

Po 2 tygodniach miałem zgłosić się po odbiór biletu ;D tylko, że okazał się mały problem, bo musiałem podać jakieś namiary do siebie (w Japonii ) a przecież nie mam żadnego adresu, czy nawet nr. telefonu ;/
Powiedziałem, że Lece do koleżanki, i adres doniosę później ;P i jakoś się udało, bo bilet dostałem ;]
Nikomu do tej pory nie mówiłem, że jestem w trakcie załatwiania biletu, ale gdy miałem już bilet w ręku, to zacząłem szokować rodzinę i znajomych.



..........................................................................................................................................................................

Maj i czerwiec, miałem już wolne od pracy i szkoły, ale nawet wtedy nie miałem czasu na naukę języka i jakieś przygotowania, bo pech chciał, że moja babcia się przeprowadzała ;/
Żeby moja rodzinka była chociaż trochę zorganizowana, ale nie ! głupia przeprowadzka, co normalnie powinna trwać góra 3,4 dni, trwała 5 tygodni !

Ale dosyć gadania o niczym ;], następny post będzie już "z Japonii"

25 października, 2008

Wstęp

Witam !
Nazywam się Piotrek, jestem z Gdańska i mam 23 lata ;)
Kilka osób mnie prosiło abym opisał swoją wyprawę do Japonii, więc zrobię to na tym blogu.
W miarę możliwości (wolnego czasu) będę opisywał swoje wakacje w kraju Kwitnącej wiśni,
Będę opisywał to w formie pamiętnika, żeby w jak najbardziej realny sposób oddać to co czułem, widziałem, myślałem itp...

Od razu odpowiem na niezadane pytanie, ale bardzo często takowe słyszę "Skąd zainteresowanie Japonią ?" / "Dlaczego Japonia ?"
- Otóż azja podobała mi się od zawsze, zapoczątkowały to stare filmu o Kung-Fu i anime na poloni 1, później "to" rozwijało się nawet nie wiem jak, gdzie i po co ;] ale od 4 lat zacząłem pielęgnować tą pasję niczym drzewko bonsai, i wyrosło z tego coś naprawdę pięknego.

Zacząłem bliżej poznawać kulturę, język, krajobrazy azji, i sam nie wiem kiedy, wszystko skupiło się akurat na Japonii, ale dzięki temu mogłem w końcu sprecyzować swój punkt docelowy ;]

Pozdrawiam wszystkich Otaku i tych "normalnych" też ;]
Mam nadzieję, że dzięki tej stronce chociaż trochę rzucę światła, w taki sposób, że odsłonie przed Wami wszystko to co pokochałem w kraju wschodzącego Gajdzina że za rok polecimy razem ;)

PS. jeśli masz jakieś pytania, to napisz do mnie na gg 4752181, lub e-mail zander4@wp.pl