

Ledwo wyszedłem na ulice, już zauważyłem napis „Super Hotel” tylko, że godziny otwarcia 15:00-22:00 ;/, a nie miałem pojęcia, która może być teraz godzina (pewnie coś koło 13:00)
No cóż, w razie czego będzie łatwo wrócić, bo będę się kierować w stronę dworca ;] , na razie idę dalej.

Uliczka była ładna, ruchliwa, trochę pod górkę ;D , między budynkami wisiały kolorowe ozdoby, czasami lampiony, i było pełno małych sklepików, ale nie przyglądałem się z czym, będę miał na to czas później [mam nadzieję].
Nie chodziłem długo, bo dzisiaj chyba znowu padł rekord ciepła ;/ na szczęście znalazłem kawałek wolnego chodnika w cieniu! [bo oczywiście ławki do tej pory nie widziałem żadnej]
Wymieniłem okulary, na okulary przeciwsłoneczne, i podziwiałem widoki ;].
Doszedłem do jakiegoś oczka wodnego, i prawie zaniemówiłem z wrażenia, bo widoki były cudowne, z lewej strony widzę jakąś świątynię, po prawej ładny widok na dalszą część miasta.

Wyciągnąłem przewodnik i ledwo zdążyłem otworzyć na odpowiedniej stronie, a już słyszę za plecami
- Doko kara kimashita ka? Skąd jesteś? [wykułem na blachę, razem z odpowiedzią ;D]
Odwracam się i widzę starsze małżeństwo (coś koło 60 - 70 letnie)
- Watashi wa Porando kara kimashita / Jestem z Polski
- Aaaa … Porando !? Sugoi ne ? / [niesamowite, super, niezwykłe / coś w tym stylu] Kobieta zwróciła Się do męża [ i tak co bym nie odpowiedział, pewnie usłyszałbym „Sugoi” :D ]
- Ichiban yasui hoteru wa doko desuka? [ Ichiban yasui – najtańszy, / Doko desuka- gdzie jest? ]
Kobieta niemal wyrwała mi z ręki przewodnik, i podniosła plecak z ziemi, i pokazuje, żebym szedł za nimi
- Daijoobu [w porządku] , próbuję przekonać babcię, że sam sobie dam radę z plecakiem [tego by jeszcze brakowało, żeby babcia mi plecak nosiła :P], przeszliśmy się bocznymi uliczkami, i doszliśmy z powrotem do oczka wodnego. Przez chwile popatrzeliśmy jeszcze na mapę w przewodniku, i kobiecie zdążyłem wytłumaczyć, że „to” zaznaczone na mapie, to hotele ;D, w tym czasie „dziadek” zadzwonił gdzieś, i zawołał nas że już wie gdzie mamy iść. [Chciałem oddać mu pieniądze za telefon, ale ponoć był za darmo, i nie chciał ode mnie pieniędzy)
Doszliśmy do małego hotelu, na drzwiach była naklejona kartka, na której zobaczyłem, że za noc zapłacę prawię tyle samo, co za wczorajszy „luksusowy” hotel ;/, tylko, że ten w dodatku nie wygląda na hotel o takim standardzie, ale co zrobić ;/ przed dziadkami udawałem, że wszystko jest o.k. Weszli ze mną = =’’, i Oni rozmawiali z recepcjonistą.
- Hotel kosztuje 5600 Y za noc. Śniadanie nie jest wliczone w cenę, za śniadanie dodatkowo 600 Y, wspólna łazienka, i większe bagaże zostają w recepcji ( ? )
- hotel jest otwarty do godz. 21:00 (do godz. 21:00 muszę być z powrotem) , i w godzinach 10:00–15:30 nie mogę przebywać w pokoju..
[jakieś dziwne zasady, i trochę drogo] dlatego udawałem, że wszystko jest O.K. i pożegnałem się głębokimi ukłonami z miłym małżeństwem ;]
- Tasukete kurete arigato gozaiamshita - dziękuję za pomoc
- O genki de! Bai bai. / Proszę o siebie dbać! / Proszę na siebie uważać!
- O jama shimashita ! Dziękuję za poświęcony mi czas (uwagę) Arigato! Bai bai ;)
Porozmawiałem chwilę z ( właścicielem? ) i niby było tak jak ustalili to dziadkowie.
Jakoś się wykręciłem, i wyszedłem.
Doszedłem do miejsca, które w przewodniku było zaznaczone jako „Nara hotel” ale nie wygląda to na hotel ;/
Wchodzę do środka, [tak, to na pewno nie jest hotel] , jakiś mężczyzna podszedł do mnie
- o co chodzi ?
- czy to jest hotel ? [głupa palę, i pokazuję mu w przewodniku, na mapkę z zaznaczonym w tym miejscu hotelem]
Coś próbował mi wytłumaczyć, ale za szybko nawijał, i w ogóle go nie rozumiałem.
- Chodź.
Wyszliśmy przed „to coś” i facet pobiegł do jednego z domków (szereg domków, a odstęp między nimi był taki jak M.Bruczkowski opisywał w swojej książce „że rower by się nie zmieścił”, chyba, że ze złożoną kierownicą ;D )
Doszedłem do drzwi, ale nie wchodziłem, po chwili wyszła kobieta i zaprosiła mnie do środka.
Gościu znowu zaczął nawijać niczym Scatman John ;D, kobieta zaczęła tłumaczyć ;P
Że nie ma wolnego pokoju jednoosobowego, ale za małą dopłatą dostane dwuosobowy pokój.
- Łazienka jest wspólna, śniadanie w godzinach 8:00 – 9:30. Godz. Otwarcia 16:00-22:00 / „hotel” w godzinach 10:00 – 16:00 – jest nieczynny.
I pokój z dopłatą kosztuje 3 800 Y za noc, może być ?
- Oczywiście, poproszę dwa dni ;] (tzn. noce ;D )
Nie mogłem się przebrać, ani spakować mniejszego plecaka, żeby swobodnie chodzić po mieście, nawet nie mogłem bagażu zanieść na górę do pokoju, bo „hotel” był jeszcze nieczynny.
Zabrałem tylko ze sobą aparat, kamerę, trochę drobnych, słowniki i przewodnik, w którym była mapa [mam tylko nadzieję, że się nie zgubię ;D]
Łatwo znalazłem drogę, która prowadziła do stawu, tylko, że z powrotem niekoniecznie będzie tak łatwo, bo wszystkie domy wyglądają tak samo;/ [a co mi tam, mam czas i nie muszę dźwigać plecaka]
Wszedłem po schodach do świątyni, gdzie wcześniej widziałem sarenki [teraz przynajmniej mogę swobodnie się poruszać;) ]



- Konnichiwa / Dzień dobry (kolejne małżeństwo) podchodzą do mnie, gdy ja „gimnastykuję się” z kamerą [próbowałem ustawić na murku kamerę, tak, żeby „zahaczyła” całą pagodę]
- A, Konnichiwa ;)
- zrobić Ci zdjęcie ?
Zaproponowali, żebym pospacerował z nimi, i że mogą mi robić zdjęcia jeśli będę chciał ;D
- Lubisz sport ? [spytał nie mężczyzna „mierząc mnie wzrokiem”] , bo widzę, że masz strój reprezentacji Japonii ;D
- Hai, Watashi wa sakka suki / Tak, lubię piłkę nożną [chciałem poćwiczyć swój japoński, nie wiem tylko czy składnia była dobra, bo Hai – tak, Watashi wa – ja, sakka – piłka nożna, suki [czyt. Ski] – lubić, ale gościu zrozumiał o co chodzi. ;]
- A znasz jakiś piłkarzy z Japonii ?
- [też pytanie:P] Moi ulubieni piłkarze to : Kawaguchi, Nakamura, Fukunishi i Inamoto, a znam jeszcze H.Nakata – w tym roku zakończył karierę, K.Nakata, Santos, Tsuboi, Suzuki, Tamada, Oguro, Ogesawara, Narazaki,
- Eeee ! Sugoi, Ty naprawdę lubisz piłkę nożna ;D
Odwróciłem się, i pochwaliłem się własnym nazwiskiem na koszulce [ :P ]
- Za a yn de ru, aaaa … sugoi ;]
- Hai, Zander ;)
Pochodziliśmy gdzieś około 2 może 3 godzin. Starałem się mówić jak najwięcej po Japońsku korzystając ze słowników.
Sarenki ;D

Dowiedziałem się, że państwo Furokatta są po ślubie już 25 lat i mają około 50-tki, i mają dwóch synów.
Pan Furokatta pracuje w porcie w Kobe, [ Kobe – miasto w którym mieszkają, jest miastem portowym i leży niedaleko Nara, i Osaki ]
Pani Furokatta nie pracuje, ale zajmuje się domem i wychowaniem synów, i cieszy się, że mogła sobie pozwolić aż na dwójkę dzieci;D
23 letni właśnie kończy studia, i rysuje Mangę, a młodszy 17 letni syn, chodzi do liceum i nie ma na razie żadnych zainteresowań.
Jak opowiadałem o sobie, to oboje czasem robili dziwne miny [jakby Polska była „dziwnym” krajem ] bo np.:
Mam troje rodzeństwa, i oboje rodzice pracują [tu pani Furokatta nie dowierzała – dziwiła się, jak mama może zajmować się domem i pracować jednocześnie, a sama o 4 dzieci to już ogóle nie mogłaby marzyć [chociaż czy ja wiem, czy to takie "dobre" marzenia mieć 4 dziec? i ;P]
Mówiła też, że nie wie czy puściłaby swoje dzieci tak „na wakacje” samych, tak jak ja poleciałem, [ mówiłem, że sam bardzo długo przekonywałem rodziców, aż w końcu sam postanowiłem kupić bilet i rodzice nie mieli już nic do powiedzenia ;P ]
To, że się uczę i pracuję też było dziwne [nie wiem czemu, przecież młodzi Japończycy też tak żyją, co w tym dziwnego? ]
Doszliśmy do jakieś świątyni, Na schodniach siedziała grupka Francuzów, którzy od razu wiedzieli, że jestem z polski [i chyba nie przepadali za polakami ;P, ale nic do nie mówili, coś tylko między sobą, ale słowo „Polone” słyszałem kilka razy ;]
Gdy weszliśmy do środka państwo Furokatta-san trochę opowiadali mi o Buddzie, i chcieli się dowiedzieć jakiego ja jestem wyznania [trochę się zdziwili jak powiedziałem, że nie jestem człowiekiem, który specjalnie zawraca sobie głowę wiarą ;P ]
Świątynia Kasuga









Pożegnanie wyglądało podobnie jak ze wszystkimi [powoli już się przyzwyczajałem] , wzajemne głębokie ukłony + „obowiązkowe” formułki jak
- O jama shimashita
- o genki de
- Arigato gozaimasu, Sayonara ;]
- Sayonara, bai bai
Wróciłem do hotelu / pensjonatu (o dziwo, bez żadnych problemów, nawet bez pomocy mapy), i zauroczony widokami i przemiłymi ludźmi poprosiłem o jeszcze dodatkowe trzy dni [jeśli to nie problem]
- O.K, kobieta od razu się zgodziła, chwile porozmawialiśmy (kilka razy lepiej ode mnie mówiła po angielsku ;/ )
Poszedłem do pokoju, gorąco było jak w saunie ;/, w pokoju były 2 wielkie łóżka (kołdra była tak gruba, że spokojnie w zimę bez ogrzewania dałbym rade spać), mały stolik, dwie pufy i czarnobiały telewizor [ czarnobiały w Japonii ? w tych czasach ? wow ] ale i tak po co mi telewizja, kto by miał czas na oglądanie TV.
Nie ma klimatyzatora ani wiatraka [ może źle zrobiłem kupując dodatkowe 3 dni ? , a zresztą, przecież nie miało być łatwo ;)
Łazienka była typowo japońska
To postrach każdego gaijina, typowe WC. (z tego co czytałem w różnych książkach, blogach, czy forach internetowych) na szczęście w McDonald's, czy w dużych centrach handlowych mają "normalne kible" :P - taka mała rada dla tych, którzy chcą się wybrać do Japonii, żeby pamiętali ;]
Coś w tym stylu, bo ja fotek nie robiłem ;PWziąłem tylko zimny prysznic [bardzo zimny, bo pod prysznicem nie było można ustawić ciepłej lub zimnej wody, był tylko jeden kurek ;/ ], do wanny z gorącą wodą nawet nie wchodziłem, bo wyczytałem w przewodniku, żeby „w żadnym wypadku nie wypuszczać wody z wanny” bo to jest gorsze niż niewiadomo co nawet ;P
Wszedłem z powrotem do pokoju, „ściana ciepła” od razu dała mi po pysku ;/ [no cóż, będę musiał wracać o 22:00 tak żeby się tylko przespać, bo w pokoju było goręcej niż na dworze, w dodatku duszno.
Wyszedłem jeszcze na chwile na dwór, ale robiło się już ciemno, ludzi na ulicach zaczęło ubywać, ja nie wziąłem kamery [bo trzeba baterie oszczędzać, bo nie mam przejściówki do japońskich gniazdek ;/ ]
Poszedłem do sklepu kupić coś do jedzenia, i wróciłem do pokoju.
Niby na tym mógłbym zakończyć pisanie, ale to jeszcze nie koniec wrażeń na dzisiaj ;D
Bo właściwie leżałem już od godziny, i słuchałem mp3, miałem zamiar wstać i zgasić światło, gdy kątem oka zobaczyłem coś „świecącego” obok pufy.
Chwile się przyglądałem, ale nie miałem pojęcia co to jest, ale gdy tylko przybliżyłem głowę [właściwie to ledwo co się poruszyłem] a to coś zwiało pod stolik.
Położyłem się tak, żeby lepiej widzieć stolik, i czekałem ….
Po kilku minutach to coś pokazało się znowu [o ja pierdziele! To jest cykada? Czy co to ma być?] po woli zbliżyłem podszedłem do robala [to karaluch!! Ja pie***le, w życiu tak wielkiego karalucha nie widziałem !! jak moja dłoń (bez palców)] i szybko wskoczyłem na łóżko ;D
To zdjęcie znalazłem w necie, ten wydaje się podobnej wielkości, tylko że tamten był ciemny, no i wg. mnie trochę większy !! ;P
No dobra, muszę go jakoś złapać, bo nie zasnę skoro taka „Godzilla” śmiga mi po pokoju.
Rozłożyłem śpiwór w kierunku telewizora (od stolika) i obok równolegle jakieś rzeczy (karimatę, plecak i coś tam jeszcze co było pod ręką) i ułożyłem z tego taką dróżkę, od stołu, do telewizora. A ja stałem na końcu tej „drogi” z koszem na śmieci ;D [ chciałem go przykryć koszem na śmieci, położyć coś ciężkiego i zostawić karteczkę właścicielce, że tam jest Godzilla ;D]
Myślałem, że plan nie wypali, ale po chwili olbrzym się pokazał, siedział pod stołem, krótka wymiana spojrzeń [chyba widział, ze go obserwuję ;P] i ruszył na mnie, szedł zaplanowaną przeze mnie drogą, ale jak tylko chciałem go przykryć kubłem, ten tak wysoko podskoczył, że z wrażenia nie trafiłem. Spadł na śpiwór i czekał, ale gdy tylko zrobiłem krok w jego kierunku, to takim sprintem wystartował, że myślałem już, że nockę mam z głowy.
Położyłem się na łóżku, i obserwowałem stolik pod którym się schowała bestia, zastanawiałem się, czy zdoła wejść po nogach łóżka, ale skoro potrafi tak wysoko skakać [powiedziałbym nawet, że latać] i tak szybko biegać ;/
Teraz to się bałem wstać i zgasić światło ;P ale co tam, nie będzie mnie jakiś potwór terroryzował, zeskoczyłem z drugiej strony łóżka, zgasiłem światło i dwoma krokami znalazłem drogę do łóżka, wskoczyłem pod tą grubą kołdrę i czekałem, a właściwie to czuwałem.
Po chwili widziałem jak czmychnęła pod łóżko, i za raz z powrotem pod stolik wbiegła, po chwili za telewizorem hałasowała.
Gdy słyszałem, że znowu jest pod stołem, to zapaliłem światło i czekałem, co tym razem zrobi?,
Położyłem się i dalej słuchałem muzyki, po chwili widzę, że Godzilla łazi obok telewizora, powoli chwyciłem za śpiwór i rzuciłem nim w robala, rzuciłem jeszcze plecak na śpiwór i położyłem się spać [jak ma wyjść, to i tak wyjdzie, rano się okaże, kto wygrał tę bitwę]

Co za zmiany na blogu... Normalnie się zastanawiałam czy to Twój blog. Fajnie, że znów można piczytać o kolejnych przygodach. Muszę przyznać że Godzilla mnie rozbroiła. Ciekawa jestem jak się skończyła ta historia.
OdpowiedzUsuńJestem pod wielkim wrażeniem, nie wiem czy sam bym się zdecydował na taką podróż...
OdpowiedzUsuńPS: Podałbyś nazwę utworu w filmiku:
"Nara dzień pierwszy"?
Rin' - Eternal (永)
OdpowiedzUsuńPolecam inne nutki Rin' ;]
Na Yuotube jest sporo filmików.
Bardzo ciekawy blog.
OdpowiedzUsuńMam zamiar pojechać do Japonii w tym roku, ale jeśli jest więcej tam takich owadów to chyba zrezygnuję.
Ależ miałeś szczęście do przyjaznych Japończyków! No ale że także Państwo F. zechcieli poświęcić Ci swój czas, wcale się nie dziwię, ponieważ z treści postów wyłania się obraz bardzo sympatycznego i ułożonego Ciebie. (Obraz jakże inny od tego, jaki dane mi było poznać na forum podczas naszej pierwszej wymiany uwag ;P)
OdpowiedzUsuńJa też mam 3 rodzeństwa, lecz nie spotykam się ze zdziwieniem Japończyków. Być może dlatego, że aktualnie (nie wiem, jak to było "za Twoich czasów") sporo japońskich małżeństw ma po 3 dzieci, więc liczne rodziny nie są tu jakąś nadzwyczajną rzadkością; 4 też widuję, ale sporadycznie.
Z tymi toaletami to na dzień dzisiejszy tylko po części fakt. Wszystkie znane mi tego rodzaju przybytki w centrach handlowych, mini-marketach, szpitalach itd. mają albo normalne wucety, albo pół na pół, więc nie jest się skazanym na takie dziury w podłodze.
A z ciekawostek: wiele damskich toalet wyposażonych jest w ... pisuary. Nie bardzo rozumiem dlaczego - jest w Japonii wprawdzie cała masa mężczyzn przebierających się za kobiety nie tylko na czas występów w tv, ale i na co dzień, no ale do damskich toalet to chyba wstępu nie mają??? LOL...